Zimowe Biegi Górskie Falenica 2012

with Brak komentarzy

Zimowe Biegi Górskie Falenica 2012

Relacja z mojego startu w zawodach biegowych Zimowe Biegi Górskie Falenica.

Oni już startują!!!
Jak to. Bez jaj!!! Przecież jest w pół do 11:00?

W rzeczy samej na starcie kłębi się od kolorowych koszulek, a my, czyli nas czteroosobowy zespół, jesteśmy w przysłowiowej rozsypce.

Po rozmowach negocjacyjnych ustalamy z arbitrem, że nasz start będzie mierzony z 5 minutowym opóźnieniem, a my możemy ostatecznie wystartować po długim sygnale.

Zatykam uszy słuchawkami, rozgłaszam odtwarzacz na maksa i już tylko ja, dystans 6,6 km i pierwsze riffy „I Want My Tears Back”.

Zimowe Biegi Górskie Falenica 2012 – Ruszamy.

Z początku trzymamy się z Asią w parze. Wszczynamy pogawędkę.

– Leć, Asia leć. – Poganiam ją. – Leć na czas.

Ale ona nie chce. Najwyraźniej z wyrachowania.

W końcu przy pierwszym podbiegu powoli się ode mnie oddala. Jeszcze tylko z daleka gdzieś prześwita jej granatowa bluza techniczna.

Biegnie mi się nad podziw dobrze. Pomimo tego, że jeszcze dwa dni temu ledwo żywa leżałam pod kocykiem, popijając gorącą herbatkę z pięcioma łyżkami miodu i wyciśniętą połówką cytryny.

Jeszcze nawet w trakcie tego biegu przyzwyczajam się do oddychania jedynie ustami, bo nos zakorkowany całkowicie, jak nic.

Raz po raz spoglądam za kolorem bluzy Asi, żeby trzymać tempo i doganiam pierwsze osoby, które wystartowały 5 minut przed nami.

W uszach mi gra „Stupify” i na pierwszej długiej prostej przyciskam z buta. Jest mi łatwiej niż ostatnio, bo już znam tą trasę.

W biegach w Falenicy biorę udział drugi raz. Pierwszy dwa tygodnie temu zaliczyłam na dystansie 3,3 km. No ale dzisiaj, to ma być mój pierwszy taki długi dystans bez treningu, po półrocznej przerwie i bez rozgrzewki.

Znów zaczyna się kolejny podbieg.

Zwalniam.

No i jak na zawołanie z odtwarzacza nadciąga „Wish I Had an Angel”.

Pojawia się banan na mojej twarzy i biorę na lewym zakręcie kolejne cztery osoby.

Trochę sobie podśpiewuję pod nosem refren i w równym tempie przygotowuję się do kolejnego podbiegu.

Biegi w Falenicach mają coś niesamowitego w sobie i nie chodzi o samą nazwę „górskie”, chociaż to jednak fenomen w tej części Polski. Mam na myśli atmosferę, kiedy ta cała stonka maratońska uderza, daje kopa i chce się cisnąć pod tą górkę.

Człowiek niemal językiem włóczy po piachu i czasem wydaje mu się, że stoi w miejscu a nie biegnie, a jednak już na mecie patrzy, ze zdziwieniem na licznik, że udało mu się pobić kolejną życiówkę.

Do tego klimat tego miejsca. Jednak to nie to samo co biegi po asfalcie.

Lasek, miękkie podłoże, ściółeczka, a to tu ptaszek zaśpiewa, tam przeleci motylek. No i ukształtowanie terenu.

Biegi w Falenicy odbywają się na naturalnej piaszczystej wydmie położonej na obszarze Rezerwatu Przyrody. Trasa biegu to okrążenie wokół jednej wydmy o długości 3,3 km o przewyższeniu 85m z 7 podbiegami.

My startujemy na dystansie 6,6 km, czyli 2 okrążenia z 14 podbiegami o przewyższeniu wynoszącym 170 m. Niby niewiele, ale daje w tyłek i to nieźle.

Asia całkowicie znika z mojego pola widzenia, a mi pozostaje jedynie uczepić się ogona na podbiegu.

Tempo narzucone przez uciekających jest wyraźnie jak dla mnie za wolne. Chwilę odpoczywam i wyprzedzam Panią w czerwonym podkoszulku.

Na zakręcie, mijam kolejne osoby, ktoś wypytuje z za moich pleców

– To już drugie okrążenie, prawda?

Odpowiadam, że wciąż pierwsze.

W oddali słyszę jeszcze O kur … No nikt nie powiedział, że będzie lekko.

Uśmiecham się pod nosem i momentalnie przypominam sobie jak klęłam na swoim pierwszym biegu górskim.

Zimowe Biegi Górskie Falenica 2012 – Ostatnia prosta

Długie wejście na wzniesienie i piasek, piasek, piasek.

Przede mną biegnie blondynka. Przypominam sobie ją z poprzedniego biegu. Długo trzymałyśmy się razem, aż wreszcie minęłam ją przed metą. No cóż tym razem zostaje za mną w tyle znacznie wcześniej.

Na górze wzniesienia stoją jacyś kibice, wyraźnie dopingują wszystkim, wymachując rękami i coś wykrzykując. Ledwo słyszę bo w uszach mi pogrywa ” Waidmanns Heil”.

Za zakrętem widzę już metę, to wyraźny znak – koniec pierwszego okrążenia.

Trochę przyciskam uczepiona do Pana w jaskrawym podkoszulku i kiedy on przecina linię mety, ja zakręcam w lewo prosto na drugie okrążenie. I zaczynam od nowa zabawę.

I tak kolejne przewyższenie za drugim.

Pomimo spadku mojego tempa mijam kilka osób.

Podbiegi stają się powoli katorgą, ale obiecałam sobie, że się nie zatrzymam. Żadnych taryf ulgowych, więc motywuję się myślami „Dajesz Magda, dajesz”.

Zaczynam sapać jak stutonowa lokomotywa i tak się czuję na podbiegach.

Raz po raz mijają mnie osoby z biegu na 10 km, które wystartowały z jedno okrążeniowym opóźnieniem. Trochę mnie to demotywuje, bo ja tutaj walczę ze sobą w żółwim tempie na ostatniej prostej, a oni tak na świeżo śmigają obok mnie.

Mijam linię mety.

Wreszcie koniec.

Koniec mojego biegu.

Wielka radość z przebiegnięcia.

Tak zakończył się mój krótki sezon w Zimowych Biegach Górskich w Falenicy. Mam nadzieję, że za rok będą mnie czekały takie same emocje.

Mój podpis


Moje zdjęcia z zawodów

Zaobserwuj Magdalena Boczek:

Mam na imię Magda. Swoją przygodę z górami rozpoczęłam ponad 10 lat temu. Od tego czasu brałam udział w kilkudziesięciu wyjazdach i wyprawach górskich w różne zakątki świata. Jeśli lubisz jeździć w góry tak jak ja i chcesz zorganizować swój własny wyjazd w góry wysokie? To jesteś we właściwym miejscu. Pomogę ci zorganizować każdą wyprawę górską!

Latest posts from