Dziennik treningowy odc. 46

with Brak komentarzy

Nogi bieganie

Dzisiejszy dziennik wyjątkowo w skróconej formie, czyli krótkie podsumowanie minionego treningowego tygodnia.

Bo tak na prawdę nie ma o czym pisać.

I najbliższy rozkład jazdy. Bo tutaj dzieje się najwięcej. To co startujemy.

Dziennik treningowy odc. 46 – Małe podsumowanie

Na początek podsumowanie i moje marne bieganie.

Niestety choroba całkowicie mnie znokautowała do jakiegokolwiek trenowania.

Oczywiście nie byłabym sobą gdybym coś tam nie pobiegała.

I tak udało mi się przebiec dwie dyszki i jedną piętnastkę. Jak widać bez szaleństw.

Trochę mało, no ale może taki odpoczynek był mi potrzebny. Czas pokaże.

No i tyle. Zero siłowni. Zero wzmacniania. Trochę szkoda, ale czasem w życiu są ważniejsze rzeczy.

I u mnie właśnie tak było ostatnimi czasy.

Ale dosyć smęcenia. Czas na ….

Najbliższy rozkład jazdy

A w nim na początek zawody.

W piątek wyruszam i startuję w kolejnych zawodach na dystansie 100 km. W Sudeckiej Setce, bo tak się owe zawody nazywają.

Z jednej strony się cieszę, z drugiej jestem trochę przerażona, ponieważ moje treningi ostatnio nie wyglądały za dobrze.

No i obawiam się, że forma pozostawia wiele do życzenia. Ale nic. Jadę. Jadę powalczyć.

Powalczyć o ostatnie dwa punkty do startu Biegu Granią Tatr.

Może mnie wylosują. I pobiegnę 🙂

Za dwa tygodnie jadę na rekonwalescencję do rodziców, no a za niecałe trzy tygodnie jadę na kolejną wyprawę.

Wyprawę w góry oczywiście.

Praktycznie wszystko już załatwione. Bilet kupiony, wiza się robi. Brakuje jedynie wymiany i urlopu.

Tak się już jaram tym wyjazdem 🙂

I szczerze tak się zastanawiam jak ja to przeżyję, gdy kiedyś wystartuję w UTMB.

Jak ja to zniosę biegać wokół Mount Blanc i na niego nie wejść. I chyba połączę te dwa projekty w jeden 🙂 Solo oczywiście 🙂

A skoro już przy Alpach jestem, to ostatnio wzięło mnie właśnie na Alpy. Może by tak tam pojechać. Kurcze.

Po głowie chodzi mi Matterhorn, bo przecież sobie obiecałam, że tam wrócę, tylko czy już jestem gotowa na takie samotne wspinanie.

No i najważniejsze na dzień dzisiejszy nie mam porządnej liny zjazdowej, najlepiej lekkiej 60’tki. Jak ja to kocham. Odkąd jeżdżę sama. Nic mnie nie trzyma. Nie wiąże.

Jeżdżę sobie paluchem po mapie. Wypatruję co ciekawszych szczytów w necie i sobie jadę.

Tyle ode mnie. Pisałam, że krótko będzie.

Zapraszam także do obserwacji mojego konta na Instagramie, gdzie na bieżącą pokazuje wam co u mnie się dzieje oraz polubienia strony na Facebook’u, gdzie pojawia się więcej górskich wpisów.


Moje zdjęcia z trenningów

Zaobserwuj Magdalena Boczek:

Mam na imię Magda. Swoją przygodę z górami rozpoczęłam ponad 10 lat temu. Od tego czasu brałam udział w kilkudziesięciu wyjazdach i wyprawach górskich w różne zakątki świata. Jeśli lubisz jeździć w góry tak jak ja i chcesz zorganizować swój własny wyjazd w góry wysokie? To jesteś we właściwym miejscu. Pomogę ci zorganizować każdą wyprawę górską!

Latest posts from