Bieganie, moje początki

with Brak komentarzy

Bieganie moje początki

Bieganie, moje początki, czyli ja to wszystko się zaczęło.

A no. Zaczęło się w 2010 roku w kwietniu po sytej i okraszonej wszelkimi smakołykami przerwie wielkanocnej.

I może to zabrzmi śmiesznie. Może dziwnie, a nawet głupkowato, a jednak posmak lukrowanego baranka i bakaliowego mazurka tknął we mnie chęć pobiegnięcia gdzieś przed siebie. Gdzie tylko oczy poniosą.

I tak pobiegłam.

Swoją pierwszą przebieżkę odbyłam do pierwszego lepszego Decathlonu w celu zakupienia specjalnych butów do biegania.

W koszyku oprócz bucików Kalenji wylądowały także trzy sztuki koszulek technicznych i skarpet tej samej firmy biegowej. W domu były przymiarki przed lustrem i wreszcie marszobiegi.

Moim pierwszym doradcą i trenerem była siostra. To ona poleciła mi rozpoczęcie swojej przygody biegacza od marszobiegów.

Na początek trzy minuty biegu i dwie minuty marszu. I tak pięć rund. – oznajmiła. W końcu była bardziej doświadczona. Wcześniej zaczęła marszobieganie ode mnie. To wystarczy, aby zaufać temu co mówi.
E tam pikuś. Co to dla mnie. – machnęłam ręką na jej słowa.

No i się pomyliłam.

Pierwsze bieganie

Czerwona jak burak i upocona jak prosie z trudem pokonywałam kolejne minuty biegu przeplatane minutami marszu.

Jakież zainteresowanie musiałam wzbudzać wśród przechodniów na Polach Mokotowskich.

Po trzech tygodniach trenowania powiedziałam:

Dość. Koniec i basta z marszobiegami. To mnie wykończy. – i pobiegłam wprost przed siebie ile tylko mi płuca pozwalały.

W taki oto sposób pokonałam swój pierwszy poważny dystans biegu. Aż 15 minut truchtania. Może przebiegłam niespełna pół kilometra, ale przebycie takiej odległości było niemal dla mojej ówczesnej kondycji zabójcze.

Poza tym zrewolucjonizowałam swoje bieganie. Od tego dnia wkroczyłam do świata długodystansowców. Tak mi się bynajmniej wydawało.

Bo przecież przebiegnięcie ciągiem takiej odległości to już coś.

Pierwsze 3 km biegu

Kolejny przełomowy moment nastał w połowie maja podczas wspólnego biegania z siostrą.

Nagle w trakcie kolejnego okrążenia odłączyłam się od niej i pobiegłam w sobie tylko znanym kierunku. Jak się potem okazało z Powiśla dotaszczyłam się aż na dobrze mi znane Pola Mokotowskie.

Niestety na powrót zabrakło mi sił i musiałam wracać na piechotę.

Poza tym, niestety okazało się, że mam nadwyrężone jakieś ostrogi i jestem zmuszona przerwać trening na tydzień.

Oczywiście zgodnie z dobrze mi znanym powiedzeniem „samo przyszło samo przejdzie” ból po tygodniu ustępuje.

I tak po powrocie do biegowej użyteczności rozpoczynam poranne wybieganie na 3 km, o zgrozo o 5 rano … brrr.

Matko jak ja wtedy byłam wstanie tak wcześnie zwlec się z łóżka.

Pierwsze bieganie na zawodach

4 czerwca 2010 roku biorę udział w moich pierwszych zawodach. Samsung Irena Women’s Run, pięciokilometrowy bieg startujący w warszawskim Parku Agrykola.

Trudno imprezę kojarzyć z prawdziwymi zawodami, ponieważ jej głównym celem  nie jest bieg jako zawody oparte na samej rywalizacji miedzy biegaczami, ale bieganie jako wyraz poparcia kobiet dla walki z rakiem piersi.

W szatni spotykam się na Panią Irenę Szewińską, która była patronem całej imprezy. To spotkanie wskrzesza we mnie nowe wcielenie biegacza, który na pytanie:

– Czy myślałaś o przebiegnięciu dystansu maratońskiego?

Zamiast:
– Zwariowałeś? Puknij się w głowę.

Oznajmia pół żartem pół serio:
– Może, może kiedyś.

Pierwsze biegowe 10 km

Wraz z nastaniem pełni lata przenoszę się na inny rewir biegowy.

Wracam do swoich korzeni, czyli na Pola Mokotowskie. I zaczynam regularne treningi cztery razy w tygodniu.

Trzy razy po 8 km i raz na 10 km. Powoli rośnie mi forma.

Późną jesienią przenoszę się w okolice Pałacu Kultury i Nauki oraz zaczynam szaleńcze rozbieganie po turystycznych zakątkach Warszawy, m.in. na Starówce. I tak sobie truchtam w spokoju kolejne miesiące z niewielkimi przerwami.

Bieganie w zawodach na poważnie

Prawdziwa biegowa rewolucja dopada mnie w maju 2011 roku.

Na mojej drodze życiowej staje Asia.

To ona zaszczepia we mnie chęć brania udziału w zawodach biegowych. Za co jestem jej niezmiernie wdzięczna do końca życia.

Rozpoczynam niewinnie wczesną wiosną, aby rozkręcić się na dobre w maju, począwszy od Biegu Konstytucji 3-go maja. I tak się właśnie rozkręciła ta moja bieganina i kręci aż do dzisiaj.

 


Moje zdjęcia z zawodów

Zaobserwuj Magdalena Boczek:

Mam na imię Magda. Swoją przygodę z górami rozpoczęłam ponad 10 lat temu. Od tego czasu brałam udział w kilkudziesięciu wyjazdach i wyprawach górskich w różne zakątki świata. Jeśli lubisz jeździć w góry tak jak ja i chcesz zorganizować swój własny wyjazd w góry wysokie? To jesteś we właściwym miejscu. Pomogę ci zorganizować każdą wyprawę górską!

Latest posts from