Zimowe Biegi Górskie Falenica vol. III

with Brak komentarzy

Zimowe Biegi Górskie Falenica vol. III

Już jakiś czas temu, czytaj od marca, niosę się z zamiarem opublikowania zupełnie innego postu, niż te wszystkie dotychczas przeze mnie publikowane.

No i tak sobie w tym upale myślę, że to chyba teraz będzie najlepszy moment.

A więc, to będzie miła odmiana.

Tym razem  to wy drodzy czytelnicy macie szansę zakończyć moją biegową opowieść.

A samo zakończenie będzie zależeć od waszej inwencji twórczej. Tak więc do dzieła!

A tak to się zaczęło

Nie. Nie. Nie. – powtarzam pod nosem spoglądając przez okno.

Jeszcze wczoraj piękna słoneczna pogoda, a dzisiaj śniegu po kostki. Brrrrr.

No nic zbieram się. – znów mówię do siebie podążając w stronę łazienki.

Poranna toaleta i spojrzenie zbitego psa wprost na swoje odbicie w lustrze.

Szczotkuję zęby, wiążę włosy i wciąż rozmyślam, z przerażeniem, nad tym co moje oczy ujrzały dziś z rana za oknem.

Szykuję śniadanie biegacza.

Kanapki z dżemem i gotuję w czajniku wodę na poranną kawę.

Kiedy woda spokojnie bulgocze na gazie, rozpoczynam standardowy rytuał przed zawodami.

Składam buty i skarpety do worka. Osobne rzeczy do przebrania, w tym kalesony, bieliznę termo, drugie skarpety, drugą bluzę do biegania na zmianę.

Resztę zakładam na siebie, żeby nie tracić czasu i szybko być przygotowaną przed biegiem.

Z kuchni słyszę gwizd gotującej wody.

Zalewam dwie łyżki kawy w filiżance, dodaję dwie kolejne cukru i trochę mleka.

Ściskam pajdę z grubą warstwą wiśniowego dżemu w ręce i podchodzę do okna.

Mam pecha w tym roku. – znowu prowadzę monolog sama ze sobą – Pierwszy start lód na trasie. Drugi start śniegu prawie po kolana. A teraz to. Nosz … jak nie startowałam to była piękna pogoda kurna, a jak chcę pobiec to o … Która to godzina?

Wsuwam energicznie resztki kromki do buzi i rozpoczynam ubieranie w biegowe „rajtuzy”.

Ciasno trochę. – krzywię się na twarzy i nie ma co się dziwić, bo oprócz bielizny mam wsunięte na tyłek getry do biegania, spodenki i spodnie. – Ledwie oddycham.

Chowam wszystko do plecaka i wciągam prawy rękaw kurtki na siebie. Jeszcze opaska, czapka i rękawiczki.

Boże jak mi się nie chce. – mruczę znudzona pod nosem, podchodząc do okna. A śnieg jak na złość nie chce zniknąć z chodnika. Mało tego zaczyna zacinać. – Ehhh …

Zaciągam czapkę na głowę i schylam się, żeby zawiązać buty. Zarzucam plecak przez ramię i zaciskam pasek od prawego ramiączka.

Ehhh … – raz po raz wzdycham sama do siebie.

Odkręcam jeden zamek, potem drugi i chwytam prawą ręką za klamkę …

Co było dalej?

Czy zdecydowałam się wystartować w zawodach? A może jednak odpuściłam?

Jakie zakończenie było w rzeczywistości.

Zakończenie

Zatem jak zakończył się ostatni start w falenickim cyklu biegów górskich w 2013 roku?

Czy Magdalena B. była wstanie się na tyle zmotywować, aby opuścić swoje mieszkanie i udać się na te ostatnie tegoroczne zawody w Falenicy?

Czy znalazła tyle wewnętrznej siły, aby w końcu nacisnąć klamkę, otworzyć drzwi i przekraczając próg klatki schodowej, bez możliwości odwrotu, podążyć w stronę swojego kolejnego medalu?

A może zmęczenie i wycieńczenie przeważyło i postanowiła jednak pozostać w domu?

Przeczytaj jak było na prawdę.

Ręka mi zaczęła drżeć. Zacisnęłam dłonią jeszcze mocniej klamkę. Zdecydowanie nie chcę jej puszczać.

Nie chcę opuszczać tego mieszkania, ale jednocześnie nie chcę tu zostawać. Kłębią się w mojej głowie różne sprzeczne ze sobą myśli.

Pot mi spływa po czole i nie ma się czemu dziwić.

Jestem poubierana od stop do głów i już jakiś czas stoję przy tych drzwiach.

Chyba w oczekiwaniu, że ktoś inny podejmie za mnie tą jakże trudną dla mnie decyzję.

Było by przynajmniej na kogo zwalić, a tak.

Spuszczam głowę, a wraz z nią ześlizguje mi się prawa dłoń z klamki.

Właśnie klamka zapadła. – mówię sama do siebie.

Niebieski worek z butami do biegania za jednym pociągnięciem zjeżdża po moim lewym ramieniu wprost na podłogę.

Ostatecznie ląduje wprost na miejsce obok moich butów wspinaczkowych.

Cholera, nie jestem jakimś cyborgiem. – ściągam z pleców plecak, a z siebie wszystkie rzeczy. – Chce mi się strasznie spać. Pierdzielę zostaję.  

Z uśmiechem na ustach rozkładam pościel na łóżku.

Wskakuję pod kołdrę i zasłaniając się po sam czubek nosa.

Zasypiam.

 

podpis


Moje zdjęcia z zawodów

Zaobserwuj Magdalena Boczek:

Mam na imię Magda i jestem pasjonatem gór i biegania. Swoją przygodę z górami i bieganiem rozpoczęłam w 2010 roku. Od tamtego czasu brałam udział w kilkunastu wyjazdach i wyprawach górskich w różne zakątki świata m.in. w Andy, Himalaje, Alpy Szwajcarskie i Julijskie, Dolomity oraz w góry Iranu i Turcji. Samotnie weszłam na najwyższy wulkan Japonii Fuji – San (3776 m n.p.m.) oraz najwyższy szczyt Kaukazu i Rosji Elbrus (5642 m n.p.m.). W 2016 roku udało mi z sukcesem zorganizować samotny wyjazd na szczyt Stok Kangri (6153 m n.p.m.) w Himalajach Ladakhu. Jestem wielokrotnym uczestnikiem zawodów na ultra dystansie. Ukończyłam kilkanaście maratonów i niezliczoną liczbę biegów na krótszych dystansach. Jestem także certyfikowanym trenerem personalnym i dietetykiem.