XVII Mazowiecka Piętnastka

with Brak komentarzy

Od kilku dni czekam na zdjęcia z ostatniego biegu w Sulejówku, a ponieważ tak się złożyło, że ostatnie moje starty to głównie przypominają powtórki z zeszłorocznych imprez biegowych, to tak sobie teraz siedzę i wspominam. I jednocześnie zastanawiam, że też mi się tak chciało ciągle biegać.

Jednym z takich biegów były zawody w Mińsku Mazowieckim na niestandardowym dystansie 15 kilometrów. Taki biegowy dziwoląg.

Każdy z biegaczy jak tylko ukończy ciągiem 5 kilometrów na zawodach to zaraz marzy o dyszce, a jak i dyszkę śmignie to chce więcej i więcej. Ja też tak miałam. Jak tylko pokonałam samą siebie na niebotycznym ówcześnie 10-cio kilometrowym dystansie powolutku szykowałam się mentalnie na swój pierwszy półmaraton.

Bo kto tam jeszcze myślał o maratonie.

Drobnym krokiem do zrealizowania tego celu miały być zawody na dystansie gdzieś pomiędzy, pomiędzy połówką i dyszką.

Na stronie maratonów polskich znalazłam start w Mińsku Mazowieckim i od razu zapisałam się na swoją pierwszą w życiu piętnastkę.

A na jaki czas biegniesz? – zadaje mi pytanie szczupły, wysoki mężczyzna. Od razu po budowie ciała widać, że szybko biega.
A jaki limit jest? – odpowiadam pytająco, jednocześnie opierając swoje łokcie na metalowych barierkach.
Pierwszy start w zawodach? – zapytuje mnie znowu.
Pierwszy może nie, ale na tym dystansie nigdy nie biegłam. – odpowiadam. – Właściwie to jeszcze nigdy nie przebiegłam więcej niż 10 kilometrów  – dodaję. – i mam nadzieję, że dzisiaj to przeżyję. – uśmiecham się w stronę mojego rozmówcy.

Dziś wiem, że da się przeżyć. Mało tego za dwa tygodnie pobiegłam swój pierwszy półmaraton w Skierniewicach. Ale o tym inny razem.

 

podpis


Moje zdjęcia z zawodów

Zaobserwuj Magdalena Boczek:

Mam na imię Magda i jestem pasjonatem gór i biegania. Swoją przygodę z górami i bieganiem rozpoczęłam w 2010 roku. Od tamtego czasu brałam udział w kilkunastu wyjazdach i wyprawach górskich w różne zakątki świata m.in. w Andy, Himalaje, Alpy Szwajcarskie i Julijskie, Dolomity oraz w góry Iranu i Turcji. Samotnie weszłam na najwyższy wulkan Japonii Fuji – San (3776 m n.p.m.) oraz najwyższy szczyt Kaukazu i Rosji Elbrus (5642 m n.p.m.). W 2016 roku udało mi z sukcesem zorganizować samotny wyjazd na szczyt Stok Kangri (6153 m n.p.m.) w Himalajach Ladakhu. Jestem wielokrotnym uczestnikiem zawodów na ultra dystansie. Ukończyłam kilkanaście maratonów i niezliczoną liczbę biegów na krótszych dystansach. Jestem także certyfikowanym trenerem personalnym i dietetykiem.