Wulkan Damavand – Trzy praktyczne wskazówki

with Brak komentarzy

Chociaż od niedawna pojawiła się informacja, iż Iran postanowił wstrzymać wydawanie wiz dla Polaków wyjeżdżających do Iranu, to jednak wierzę, że to kryzys chwilowy i z czasem będziemy mogli swobodnie podróżować do tego kraju.

A dlaczego jestem takiego zdania?

Bo mile wspominam swój wyjazd do Iranu. Zresztą jak większość dotychczasowych. Otwartość, uprzejmość i brak nagabywania. To tak w wielkim skrócie.

I oczywiście góry, które mimo, że nie są najwyższe, to jednak robią wrażenie.

Trudno się nie domyśleć, że dzisiejszy post właśnie o górach będzie, a właściwie o jednej górze.

Pięknym i wciąż aktywnym wulkanie Damavand.

Zapewne już większość osób zna ten szczyt, choćby z widzenia. A jeśli nie, to może warto się mu przyjrzeć. Bowiem szczyt ten oprócz dość sporej wysokości ponad 5 000 m n.p.m., kusi nie tylko wyglądem, ale łatwą organizacją samego wyjazdu.

Dokładnie o tym co? gdzie? i jak? ogarnąć przed wyjazdem na szczyt Damavand przeczytacie tutaj.

Tymczasem, dzisiaj przedstawiam trzy najistotniejsze moim zdaniem zagadnienia przy organizacji wyjazdu na Damavand.

Wiza – bez niej ani rusz

Tak naprawdę to kwestia najtrudniejsza i najbardziej czasochłonna do ogarnięcia przed wyjazdem.

W praktyce istnieją trzy sposoby pozyskania wizy turystycznej.

Pierwszy sposób to nie wyrabiać jej wcale i lecieć do Iranu z nadzieją, że ją otrzymamy na lotnisku.

Opcja dość ryzykowna i oparta na stwierdzeniu, a nóż się nam uda.

No, ale co zrobić jak się nie uda?

Spotkałam się w internecie z przypadkami, że się udało, tylko że ja tego rozwiązania nie potwierdzam i raczej nie polecam.

Druga opcja to wyrobienie wizy za pośrednictwem biura.

Praktycznie w każdym większym mieście jest biuro, które za odpowiednią opłatę prowizyjną zajmie się za nas wyrobieniem wizy do dowolnego kraju.

I tak też jest w przypadku wizy do Iranu.

Biuro nie tylko złoży za nas wniosek wizowy w Ambasadzie w Polsce, ale także wedle życzenia, pozyska Authorization Code, czyli poparcie wizowe z Iranu.

Nam zostaje już tylko leżeć i pachnieć.

I w końcu trzeba opcja, gdzie trzeba mocno zakasać rękawy i wizę turystyczną samemu pozyskać.

Sposób co prawda czasochłonny i momentami upierdliwy, ale najtańszy.

Zgodnie z procedurą najpierw wnioskujemy o wydanie poparcie wizowego (Authorization Code) za pośrednictwem irańskiej agencji turystycznej. A następnie po jego otrzymaniu składamy wniosek wizowy on line w Ambasadzie Iranu w Warszawie.

Koszt samej wizy wynosi 50 euro. A czas potrzebny na ostateczne pozyskanie dokumentu wizowego może wynieść nawet więcej niż 20 dni.

Szczegółowy opis niezbędnych dokumentów oraz miejsca złożenia formularza aplikacyjnego o wizę turystyczną do Iranu znajdziecie na stronie Ambasady Iranu w Warszawie lub w informatorze praktycznym mojego autorstwa o szczycie Damavand.

Ważna informacja! Osoby posiadające pieczątkę izraelską w paszporcie nie mają co marzyć o wizie i wycieczce do Iranu. To w kwestii przypomnienia.

Tak bynajmniej było dotychczas, a na dzień dzisiejszy Iran wstrzymał wydawanie wiz, o czym już wspomniałam wcześniej.

Małe promocyjne do posta blog

Schroniska w Iranie

Jeżeli już będzie można do Iranu wyjechać, to warto zwrócić uwagę, iż mimo, że Iran jest krajem dość odizolowanym. I co tu dużo się rozpisywać po prostu jest krajem zacofanym. To jednak w drodze pod szczyt Damavand można spotkać się z dość dobrą logistyką.

Wszędzie nas podwiozą, zawiozą i nakarmią. Nawet bagaż zaniosą na koniach. Oczywiście za odpowiednią opłatą.

Ale fakt, że wybierając się na Damavand po drodze mamy do dyspozycji dwa schroniska w Polur i Bargah Sevom z dostępem do sanitariatów, jedzenia i może nie super wygodnych, ale jednak łóżek, świadczy o tym, że szczyt ten jest bardzo popularny, a sami Irańczycy podchodzą do tematu Damavand poważnie i widzą w tej górze „turystyczny” potencjał.

Poza tym w górach jest czysto i wszyscy o to bardzo dbają.

Nie to co pod Elbrusem. Niby Rosjanie drugą Szwajcarię tam budują, a co krok jakieś metalowe straszaki i wystające żelbetonowe elementy, w ton zasady „przewróciło się niech leży”.

Jak widać na szczyt Damavand można wejść bez korzystania z własnego namiotu, a jeśli ktoś już się tak uprze i chce, a nie posiada namiotu, to może sobie go wypożyczyć na miejscu.

Poza tym w schronisku w Polur można bez problemu pozyskać pozwolenie. Nie trzeba nigdzie ganiać po mieście, aby złożyć wniosek czy zrobić opłatę.

To jest naprawdę spore udogodnienie i oszczędność czasu.

Damavand wskazówki

Podejście na szczyt

Ostatnią kwestią wartą uwagi podczas wyjazdu na wulkan Damavand, jest samo podejście na szczyt.

Po pierwsze trzeba przygotować się na bardzo długie podejście o przewyższeniu 1400 m.

Ostatnie miejsce, a zarazem punkt startowy do szczytu, czyli schronisko Bargah Sevom położone jest na wysokości 4200 m. Szczyt ma ponad 5600 m., stąd tak długa droga do przejścia.

Dlatego też, w momencie ataku szczytowego, trzeba mierzyć siły na zamiary. Dokładnie oszacować swoje tempo podejścia przy takich warunkach, uwzględniając wysokość do pokonania i poziom naszej aklimatyzacji.

W przypadku złego samopoczucia, warto przesunąć wejście na szczyt o jeden dzień. Odpocząć, uzupełnić kalorie i wyspać się.

Należy pamiętać, że organizm mimo samego przebywania na danej wysokości, aby się do niej zaadoptować, musi też się nieźle namęczyć, a jeden dzień przeznaczony na aklimatyzację na pewno nam nie zaszkodzi, a pozwoli przystosować się do danej wysokości.

Technicznie droga na szczyt nie jest trudna.

Z początku wiedzie przez dość spore głazy i wystające kamienie stromo pod górkę. Następnie, już pod samym szczytem, nieco się wypłaszcza, aby już do najwyższego punku krateru dojść po niewielkich kamieniach i utworach powstałych w wyniku działalności wulkanicznych.

Warto pamiętać, że wulkan jest wciąż aktywny i raz po raz wydobywają się z jego wnętrza opary wulkaniczne, które mogą nieprzyjemnie pachnieć.

Poza tym najwyższy punkt szczytu ukryty jest między skałami, za którymi ukrywa się niewielki krater, co trochę może utrudniać jego zlokalizowanie.

Pocieszające jest to, że droga zejściowa jak zawsze jest szybsza, chociaż wcale nie krótsza.

I to tyle.

 

Na zakończenie ciekawskich zapraszam też do zapoznania się z informatorem praktycznym. Gdzie krok po kroku opisałam jak zorganizować wyprawę na szczyt Damavand samodzielnie.

Informator został przygotowany w dwóch wersjach. Tekstowej do wydruku i drugiej ze zdjęciami, które przedstawiają okolicę i drogę podejścia na szczyt Damavand.

Praktycznie dla samym zdjęć warto informator przejrzeć, a jest ich naprawdę sporo bo prawie 30 sztuk. A sam informator w takiej ilustrowanej formie można potraktować jak album do oglądania.

 

Z górskimi pozdrowieniami

podpis

PS. Może jeszcze uchylę rąbka tajemnicy. Kolejny informator będzie o tureckim wulkanie – Ararat, a jego premiera przewidziana jest na 1 marca. Trzymajcie kciuki, abym terminu dotrzymała.


Damavand promocje duzy

Zaobserwuj Magdalena Boczek:

Mam na imię Magda i jestem pasjonatem gór i biegania. Swoją przygodę z górami i bieganiem rozpoczęłam w 2010 roku. Od tamtego czasu brałam udział w kilkunastu wyjazdach i wyprawach górskich w różne zakątki świata m.in. w Andy, Himalaje, Alpy Szwajcarskie i Julijskie, Dolomity oraz w góry Iranu i Turcji. Samotnie weszłam na najwyższy wulkan Japonii Fuji – San (3776 m n.p.m.) oraz najwyższy szczyt Kaukazu i Rosji Elbrus (5642 m n.p.m.). W 2016 roku udało mi z sukcesem zorganizować samotny wyjazd na szczyt Stok Kangri (6153 m n.p.m.) w Himalajach Ladakhu. Jestem wielokrotnym uczestnikiem zawodów na ultra dystansie. Ukończyłam kilkanaście maratonów i niezliczoną liczbę biegów na krótszych dystansach. Jestem także certyfikowanym trenerem personalnym i dietetykiem.