Weekend w Tatrach – co zabieram ze sobą?

with Brak komentarzy

Weekend w Tatrach - co zabieram ze sobą

Ostatnio pochwaliłam się na blogu swoją listą rzeczy jakie zabieram w góry do 6500 m n.p.m., którą możecie ściągnąć tutaj. Jednocześnie nawiązując do mojego pakowania na wyjazd w Tatry.

I dzisiaj przyszedł ten czas, aby szczegółowo opisać, wyjaśnić i pochwalić się.

Jak tak naprawdę wygląda moje pakowanie w Tatry, na weekend?

Co zabieram i dlaczego?

A że jestem osobą podchodzącą do pakowania minimalistycznie, to i post nie będzie dzisiaj zbyt długi. Przynajmniej mam taką nadzieję.

Dla tych jednak co są nieco niecierpliwi na końcu zamieściłam link, za pomocą którego będziecie mogli pobrać moją listę rzeczy jakie zabieram w Tatry latem w formacie pdf. Do wykorzystania lub inspiracji.

Mam cicha nadzieję, że niniejszy post będzie w jakimś stopniu pomocny dla was, w kwestii pakowania waszych plecaków w polskie góry.

Wszystkie rzeczy jakie zabieram w Tatry podzieliłam, podobnie jak w przypadku pakowania na górskie wyprawy, na sześć kategorii.

Nie ukrywam lubię segregować pewne tematy typowo górskie w ustalone kategorie, jakby to tajemniczo nie brzmiało. Taki podział ułatwia mi ogarnięcie wszystkich niezbędnych tematów do ogarnięciem przed wyjazdem.

To czas ma meritum.

Ubrania

Kategoria najobszerniejsza i to zapewne nikogo nie powinno dziwić.

A że w polskich górach i nie tylko, lubię przemieszczać się dość szybko, a nawet zdarza mi się nieco po nich pobiegać, to rzeczy które ze sobą zabieram są typowo biegowe.

Tak naprawdę wyjeżdżając tylko weekendowo, na dwa dni, większość ubrań mam już na sobie. To jest buty do biegania, spodenki 3/4, koszulkę, podkolanówki, czy też kurtkę.

Jeśli chodzi o konkretne „marki” moich ubrań to są to buty z Asics’a. Gdziekolwiek bym nie biegała to zawsze biegam w butach Asics’a. W góry kupuję te z mocniejszym bieżnikiem i twardszą podeszwą. Ma to szczególne znacznie w Tatrach, gdzie przyjdzie nam się zmierzyć z mocnym granitem.

Spodnie, kurtkę oraz bluzę do biegania, bo takową ze sobą także zabieram, mam z Decathlon’u.

Co do zasady nie przywiązuję tak dużej wagi do rzeczy które kupuję do biegania lub na trening na siłownię, dlatego też i marka nie ma dla mnie większego znaczenia.

W przypadku rzeczy kupowanych w góry, jest tym różnie. Ale to już temat na inny post.

Co do Tatr, to zabieram także skarpety podkolanówki. Jak dla mnie to genialne rozwiązanie, ponieważ nie lubię biegać w długich spodniach, w szczególności gdy jest gorąco. A poza tym w górach jak to w górach, tam wywinę orła na zbiegu, innym razem zahaczę o jakąś skałę.

Podkolanówki doskonale nie tylko chronią moje nogi przed urazami, ale także spełniają swoją rolę w chłodniejszych porach dnia, np. nad ranem.

Jeśli chodzi o koszulkę, to zawsze zabieram ze sobą podkoszulek, który dostałam w zestawie startowym z Ultramaratonu Podkarpackiego i jest to jedyna koszulka z zawodów, w której w ogóle biegam.

Zawsze biegam w czapce z daszkiem, którą zakładam na bufę. Biegam tak przez cały rok. Nawet zimą. No chyba, że jest -30 stopni to wtedy wyciągam coś cieplejszego.

Pozostałe rzeczy, które ze sobą zabieram to bielizna na zmianę, zestaw piżamowy, czyli koszulka z krótkim rękawem i cienkie spodenki, dodatkową parę krótkich skarpetek oraz cienkie rękawiczki.

I to z ubrań tyle.

Tatry - co zabieram ze sobą

Sprzęt

Sprzęt, który ze sobą zabieram w Tatry, to przede wszystkim plecak. Taki do biegania. 20 litrów. Z Decathlon’u oczywiście z bukłakiem na wodę.

Może nie jest idealny, ale jest mega pojemny i praktycznie udaje mi się upchać w nim wszystkie rzeczy, jakie ze sobą zabieram.

Minusem plecaka, na pewno jest fakt to, że jak go tak dopcham do końca, to ciężko się z nim biega, bo słabo przylega do pleców i w trakcie biegania rzuca go trochę na boki.

Ale coś za coś. Można mieć pojemny plecak za 100 zł, co prawda dyndający nam na plecach na każdym podbiegu. Albo coś droższego za prawie 1000 zł, ale mniej uciążliwego podczas biegania. Decyzję pozostawiam wam.

Ja znając swoje obecne priorytety zakupowe, wolę kupić coś droższego na wyprawę w góry wyższe np. namiot, kosztem czegoś tańszego w Tatry.

Oprócz plecaka, zabieram także ze sobą sprzęt biwakowy, tj. matę do spania i pościel do śpiwora.

I już wyjaśniam po co i na co?

Ponieważ najczęściej jeżdżę w góry w ciemno i nie mam zarezerwowanego żadnego noclegu w schronisku, to muszę się liczyć, podczas wyjazdu, z możliwością spania na tzw. glebie, czyli podłodze. Stąd zabieram ze sobą matę samopompującą z Lidla.

Przyznaję się bez bicia, że ani razu tej maty nie rozkładałam i nie wiem jaka jest. Jak tylko będzie okazja, a mam nadzieję, że takowa nie nastanie, to wam więcej o tej macie napiszę.

Wspomnę może tylko, że kiedyś jeździła ze mną w Tatry mata samopompująca z McKinley’a zakupiona w Intersporcie i była genialna. Malutka, lekka, fajnie i szybko się ją rozkładało. Była też mega wygodna. Bardzo często zabierałam ja na zawody, gdzie nocowałam na niej przed samym startem na hali.

Niestety pewnego razu zauważyłam, że uchodzi z niej powietrze i mata już kompletnie nie nadawała się do spania.

Ale z czystym sumieniem mogę ją polecić każdemu.

Co do pościeli śpiworowej, to śpię w niej w schronisku. Przede wszystkim ze względu na koce, które zostawiają wiele do życzenia.

Nie to, że jestem jakaś wyczulona i z obrzydzeniem sypiam w schroniskach, ale już tak jestem przyzwyczajona. Nawet na wyprawach gdzieś w górach w schronisku, czy też na prywatnej posiadłości zawsze sypiam w śpiworze. Taki sposób spania uchronił mnie przed pluskwami w Boliwii, chociaż małpy i tak mi pogryzły ręce.

Czas ta kijki trekkingowe. A właściwie to jeden kijek. Bo po Tatrach poruszam się tylko z jednym kijkiem. I proszę nie dopatrywać się jakiś głębszych intencji, że jest to jakiś mój foch.

Po prostu pewnego słonecznego dnia w Tatrach, biegając sobie z dwoma kijkami, zajechałam jeden z nich i tak zostałam tylko z jednym.

Szczerze dobrze mi się z jednym kijkiem biega, z dwoma było zdecydowanie gorzej. Plątały mi się gdzieś przy noga i ostatecznie więcej je niosłam, niż z nich korzystałam.

Jeszcze tylko dodam, że kijek mam z Lidla i co ciekawe nie jest ani zakręcany, ani zatrzaskowy. Jest na gumowe linki, co ułatwia jego szybkie rozłożenie i złożenie w każdej niemal chwili.

Wiem, że są osoby, których temat kijków szczególnie interesuje, a więc postaram się i taki temat na blogu zapodać. W szczególności oparty na swoich doświadczeniach z kijkami, a jest o czym pisać, bo osobiście zajechałam trzy pary kijków trekkingowych na wyjazdach w góry.

Ze sprzętu zabieram jeszcze w Tatry okulary górskie Julbo, te same co nosze na swoich wyprawach. Czołówkę, do schroniska, żeby w nocy jak siku mi się zachce nie zapalać światła w pokoju. Kamerę Go Pro, niezbędne ładowarki i karty pamięci micro SD. A także zegarek górski z Lidla. Ponoć mierzy wysokość. Może i mierzy, ale po swojemu. Zawsze trzeba sobie na niego nałożyć poprawkę, jakieś 200 m w pionie na plusie.

Weekend w Tatrach

Higiena

Ze środków higienicznych zabieram to co zabiera chyba każdy, kto wybiera się w góry.

Z nietypowych rzeczy to przede wszystkim zawsze mam ze sobą worki na śmieci, które są niezastąpione gdy pada. Zakładam taki worek na plecak i już, może sobie lać.

Przydają też się drobne reklamówki na dokumenty i inne cenniejsze rzeczy, także jako ochrona przed deszczem.

Wykaz pozostałych rzeczy znajdziecie na liście, którą możecie sobie pobrać tutaj.

Mam oczywiście także ręcznik, który u mnie ma wymiary ok. 20 cm na 20 cm. Nie żartuję. Ach ten mój minimalizm.

Żywność

Czas na żarcie, czyli to co lubię najbardziej.

A że w Tatrach stołuję się głównie tym co serwuje schronisko, to ze sobą zabieram jedynie drobne przekąski, które spożywam w ciągu dnia, w samych górach.

Są to głównie batony, czytaj snickers’y, dla mnie są genialne w góry. Mają fajne makro łączące węglowodany i tłuszcze, w przeciwieństwie do np. marsa. Lubię też jadać chałwy, jeszcze bogatsze w tłuszcze oraz mieszanki bakaliowe. Sprawdzają się znakomicie.

Apteczka/leki

Jeśli chodzi o apteczkę, to są to głównie leki na bieżące dolegliwości lub inne środki przeciwbólowe.

Dodatkowe rzeczy

Z dodatkowych rzeczy zabieram oczywiście dokumenty osobiste, kasę oraz kartę ubezpieczeniową z Alpenverein.

Niestety w tym miejscu nie mam na to za wiele czasu oby się o ubezpieczeniu w górach oraz samych kwestii przeprowadzania akcji ratunkowych szerzej rozpisywać, ale mam pewne przemyślenia w tym temacie i chciałabym się z wami nimi podzielić.

Oczywiście w innych już poście.

Lubię też zabierać w góry coś do pisania i czyste kartki do notowania. I mimo, iż w Tatrach nie są one tak bardzo potrzebne, to jednak z przyzwyczajenia, z innych wypraw w góry i je także zabieram.

Na zakończenie już gorąco zachęcam do pobrania szczegółowej listy rzeczy, które ja zabieram w Tatry latem. Mam nadzieję, że będzie choćby w niewielkim zakresie przydatna.

materiały ekstra napis

Poza tym chętnie się dowiem co wy zabieracie ze sobą na wypad w Tatry?

 

podpis


Link do innych postów o bieganiu w Tatrach i górach

Zaobserwuj Magdalena Boczek:

Mam na imię Magda i jestem pasjonatem gór i biegania. Swoją przygodę z górami i bieganiem rozpoczęłam w 2010 roku. Od tamtego czasu brałam udział w kilkunastu wyjazdach i wyprawach górskich w różne zakątki świata m.in. w Andy, Himalaje, Alpy Szwajcarskie i Julijskie, Dolomity oraz w góry Iranu i Turcji. Samotnie weszłam na najwyższy wulkan Japonii Fuji – San (3776 m n.p.m.) oraz najwyższy szczyt Kaukazu i Rosji Elbrus (5642 m n.p.m.). W 2016 roku udało mi z sukcesem zorganizować samotny wyjazd na szczyt Stok Kangri (6153 m n.p.m.) w Himalajach Ladakhu. Jestem wielokrotnym uczestnikiem zawodów na ultra dystansie. Ukończyłam kilkanaście maratonów i niezliczoną liczbę biegów na krótszych dystansach. Jestem także certyfikowanym trenerem personalnym i dietetykiem.

Latest posts from