Stok Kangri – 3 praktyczne wskazówki

with Brak komentarzy

Stok Kangri 3 praktyczne wskazówki

Zawsze, gdy organizuję swoje wyjazdy w góry zastanawiam się co tym razem będzie takiego do ogarnięcia? Co będzie mi tym razem zakłócać przez długie tygodnie sen w nocy? Co będzie pożerać masę mojego czasu, w poszukiwaniu niezbędnych informacji?

A, że ja lubię wymyślać kierunki niemal z kosmosu, to o takie kwiatki nie trudno.

Zawsze też, gdy stanę przed jakimś trudnym tematem do ogarnięcia, jeszcze w Polsce lub tam na miejscu, powtarzam sobie, że spod ziemi to wyciągnę, wyrwę, ale załatwię.

Przypominam też sobie wszystkie te trudne momenty podczas moich wyjazdów, kiedy praktycznie już było pozamiatane. Sprawa wydawała się nie do ogarnięcia, aż tu nagle sama się rozwiązywała.

To są te chwile, kiedy czuję, że coś nade mną czuwa i mimo trudnych momentów, załamania i odpuszczenia na dobre, łapie mnie za fraki i z tej czarnej „du..” wyciąga.

I tak też było przez moja wyprawą w Himalaje Indyjskie na sześciotysięcznik Stok Kangri.

Niby góra znana, ba to jeden z najprostszych sześciotysięczników na ziemi. Że niby kółko gospodyń wiejskich na niego wchodzi w sezonie. A jak przyszło do dokładnego ogarnięcia kwestii zezwolenia to spotykasz się z murem nie do przebicia.

Już kiedyś pisałam na blogu, że organizacja wyjazdu do Himalajów Indyjskich poszła mi w miarę sprawnie. Samo zorientowanie się w cenach i ogólnym planie samego wyjazdu zajęło mi jakieś dwie godziny.

No ale nie było tak do końca różowo. Niby wiedziałam, że góra wymaga posiadania jakiegoś zezwolenia. Wiedziałam ile ono kosztuje i gdzie mniej więcej się je załatwia.

Ukochane mniej więcej? Czyli gdzie?

I tu zaczęły się schody.

Na szczęście mój proces organizacji wyjazdu nie opiera się jedynie na informacjach pozyskanych z samego internetu. Zdarza się, że przeszukuję także różnego rodzaju przewodniki w bibliotekach i księgarniach.

I tak od nitki do kłębka trafiłam na, moim zdaniem, najlepszy przewodnik turystyczny o Indiach.

A jest nim przewodnik wydawnictwa Lonely Planet „Indie Północne”, gdzie znajdziecie szczegółową mapę miasta Leh, z dokładnie oznaczonym miejscem i adresem, gdzie można uzyskać pozwolenie.

Moim zdaniem jest to najlepszy przewodnik jaki miałam w rękach, właśnie o tym regionie Indii. Dokładny, praktyczny i szczegółowy. Jednym słowem polecam.

I tyle tytułem wstępu, czas na konkret, co też mi najwięcej trudności sprawiło podczas organizacji mojego wyjazdu na szczyt Stok Kangri w Indiach.

Stok Kangri permit

Permit – zezwolenie na wejście

Pierwsza i najważniejsza rzecz do załatwienia podczas wyjazdu w góry jakiekolwiek.

Permity, zezwolenia, opłaty działalności górskiej, czy też bilety wstępu do parku narodowego. Jak by to nie nazwać, jeśli takie coś jest wymagane, trzeba to mieć i koniec.

Tylko jak to czasem załatwić. Niestety różnie. Na miejscu, z wyprzedzeniem, elektronicznie, gotówką, w walucie lokalnej, w dolarach amerykańskich, w biurze urzędowym, w agencji wyprawowej … form i sposoby tysiące. Co góra i kraj to inny obyczaj.
W przypadku Stok Kangri permit jest obowiązkowy i można go uzyskać na miejscu w Leh.

Czas wyrobienia niezbędnego dokumentu jest niewielki i opłata także nie jest wysoka. Ja płaciłam za swoje pozwolenie na wejście na szczyt 3300 rupii indyjskich (dane z 2016 r.).

Żeby uzyskać permit potrzebujemy kserokopie aktualnego paszportu oraz wizy indyjskiej. Kopię można zrobić na miejscu w Leh, ale ja polecam zabrać je z Polski.

O samej wizie do Indii napiszę więcej w innym rozdziale, bo to też ciekawy temat do ogarnięcia przed wyprawą.

Teraz to co najważniejsze. Gdzie dokładnie można uzyskać permit?

W biurze Indian Mountaineering Foundation, które mieści się w podgórzu restauracji Mentokling przy ulicy Changspa Road.

Biuro czynne jest od poniedziałku do soboty w godzinach od 10:00 do 14:00 oraz od 17:00 do 20:00.

Więcej na temat uzyskania zezwolenia na wejście na Stok Kangri i organizacji wyjazdu na ten szczyt, znajdziecie tutaj.

Promocja Informator Praktyczny Stok Kangri

Wiza indyjska

Chyba nigdy nie zapomnę, jak w 2016 r. po powrocie z Iranu zaczęłam ogarniać kwestie wizy indyjskiej.

Myślałam, że trzy tygodnie wystarczą, aby niezbędny dokument uzyskać w Ambasadzie Indii w Warszawie. Właśnie tak w 2012 roku przed wylotem do Nepalu, gdzie leciałam przez Indie właśnie, samą wizę uzyskałam po trzech tygodniach.

A tu klops, delikatnie mówiąc.

Na stronie Ambasady Indii informacja, że pozyskanie wizy może potrwać więcej niż cztery tygodnie.

Śmierć w oczach. Przerażenie. Jak to?

I się zaczęło. Nie wiem ile godzin wtedy spędziłam w necie, ale na pewno przeczytałam, go chyba z połowę. Jak to mówią potrzeba matką wynalazków, no i oczywiście motywacji.

Ale się opłaciło.

Bo jak się dowiedziałam od 2015 roku dla osób podróżujących do Indii istnieje możliwość wyrobienia tzw. e- TOURIST VISA (eTV).

Obecnie wniosek o wydanie e-wizy składany jest elektronicznie i może być złożony nawet do czterech dni przed wylotem.

E-wiza uprawnia nas do jednokrotnego wjazdu na teren Indii i może być wydawana maksymalnie dwa razy w roku.

Opłata konsularna uzyskania e-wizy wynosi 52 USD, a do jej wyrobienia potrzebny jest skan aktualnego paszportu, zdjęcie, wypełniony wniosek oraz potwierdzenie opłaty wizowej. Opłaty dokonujemy przelewem na wskazane konto.

Po kilku dniach gotowe potwierdzenie e-wiza otrzymujemy na wskazany adres email i po wydrukowaniu pokazujemy go przy przekroczeniu granicy na lotnisku w Indiach.

Voilà!

Stok Kangri trekking

Stołowanie podczas trekkingu

Często dostaję od was pytania dotyczące stołowania się podczas takich wyjazdów w górach.

Nie chodzi mi tu o własne jedzenie, ale o możliwość zakupu czegokolwiek gdzieś po drodze na trekkingu lub w samym obozie głównym.

Nie wiem skąd takie pytanie się u nas Polaków bierze, ale myślę, że jest to konsekwencja obecnej działalności naszych polskich schronisk.

Po prostu jesteśmy przyzwyczajeni do pewnego wygodnictwa. Że nakarmią, ugotują, dadzą dach nad głową, czy też pościelą łóżeczko.

Rezerwujemy noclegi w górach z rocznym wyprzedzeniem i niejednokrotnie paradujemy w klapeczkach po schroniskowych korytarzach. Schroniska stają się przepełnionymi hotelami ludzi, którzy spędzają tam tygodnie jak na wczasach, wychodząc wyżej w góry może raz lub dwa razy podczas całego swojego pobytu.

Niestety gdzieś ten urok górski powoli nam zanika. A turysta z przemierzający szlaki z plecakiem od schroniska do schroniska, to już powoli wymierający relikt przeszłości.

A chyba nie o to chodzi, żeby tylko w tych górach być, ale trzeba jeszcze ich doświadczać. Podźwigać, pomęczyć się, pokląć pod nosem. Czasem przegrać z kretesem i wrócić ze spuszczona głową do domu, a czasem szczęśliwie stanąć na szczycie. W pełnej chwale z gestem zwycięstwa, niczym bohater narodowy, chociaż i tak nikogo tak naprawdę to na nizinach nie interesuje, gdzie byliśmy i na jakim szczycie.

Ehhh …

A wracając do Stok Kangri. Tak istnieje możliwość stołowania się podczas trekkingu, jak i w samym obozie głównym.

Oczywiście nie ma co oczekiwać jakiś rarytasów, bowiem najczęstszym daniem w tamtejszych górach jest zupka chińska bez makaronu, ale jest możliwość zakupu chociażby wody, innych napojów gazowanych czy też słodyczy.

Owe punkty gastronomiczne serwujące gotowe „dania” są zlokalizowane w sporych namiotach w centralnym punkcie obozowiska i bez problemy je zidentyfikujecie.

Gdyby ten temat bardziej was interesował, to polecam zajrzeć do Informatora praktycznego – Stok Kangri, gdzie znajdziecie przykładowe menu i ceny serwowanych „dań w górskiej karcie”.

Ale nie tylko, bo w informatorze krok po kroku opisałam jak zorganizować wyprawę na szczyt Stok Kangri samodzielnie.

Zapraszam.

 

podpis


Stok Knagri promocja

Zaobserwuj Magdalena Boczek:

Mam na imię Magda i jestem pasjonatem gór i biegania. Swoją przygodę z górami i bieganiem rozpoczęłam w 2010 roku. Od tamtego czasu brałam udział w kilkunastu wyjazdach i wyprawach górskich w różne zakątki świata m.in. w Andy, Himalaje, Alpy Szwajcarskie i Julijskie, Dolomity oraz w góry Iranu i Turcji. Samotnie weszłam na najwyższy wulkan Japonii Fuji – San (3776 m n.p.m.) oraz najwyższy szczyt Kaukazu i Rosji Elbrus (5642 m n.p.m.). W 2016 roku udało mi z sukcesem zorganizować samotny wyjazd na szczyt Stok Kangri (6153 m n.p.m.) w Himalajach Ladakhu. Jestem wielokrotnym uczestnikiem zawodów na ultra dystansie. Ukończyłam kilkanaście maratonów i niezliczoną liczbę biegów na krótszych dystansach. Jestem także certyfikowanym trenerem personalnym i dietetykiem.

Latest posts from