Indonezja – Jawa – moja kolejna wyprawa

with Brak komentarzy

Indonezja – Jawa – moja kolejna wyprawa

Najwyższy czas gdzieś się ruszyć w świat. Takie ostatnio myśli krążyły mi po głowie.

Od mojej ostatniej wyprawy do Boliwii minęło już prawie pięć miesięcy, więc jak nic czas się spakować i gdzieś pojechać.

Przyznaję początkowy plan wyjazdu, a właściwie jego kierunku, był bardziej ambitny.

No dobra. Uchylę rąbka tajemnicy. Miałam pojechać do Ameryki Południowej. Co oczywiście nowością jakąś tam nie jest, bo bywam tam niemal regularnie od 3 lat.

Tak naprawdę przez te ostatnie lata ciągle wyjeżdżałam do krajów hiszpańskojęzycznych, czego konsekwencją jest fakt, że w końcu i ja się tego języka nauczyłam.

Teneryfa, Gran Canaria, Argentyna, Chile, znowu Teneryfa, Meksyk, Peru i Boliwia. Tak prezentował się rozkład jazdy moich podróży przez ostatnie trzy lata.

Ewidentnie widać, że najwyższy czas pomyśleć o jakiejś zmianie.

Poza tym ostatni rok, a właściwie te trzy lata, to u mnie ciągłe zmiany, więc lekko już zmęczona stwierdziłam, że potrzebuję trochę odetchnąć.

Nie czułam też wewnętrznie, że jestem gotowa na nowe „wysokie” i dość wymagające wyzwanie w górach.

No i chyba czas się przegłodzić.

Tak właśnie postanowiłam, że mój kolejny cel wyjazdu będzie raczej turystycznie rekreacyjny. Tylko jaki?

Swego czasu przygotowałam listę szczytów, czy też miejsc, które chciałabym w swoim życiu zobaczyć.

Nigdy tej listy nie publikowałam i zapewne nigdy nie opublikuję, no chyba, że ją zrealizuję w 100%.

Jak dla mnie jest, że tak powiem tak „optymistycznie zuchwała”, że jak ją czytam to sama jestem nieźle przerażona. Ale spokojnie są i na niej miejsca i szczyty mniej spektakularne.

Uprzedzając pytania. Nie, nie i jeszcze raz nie. Nie zamierzam robić żadnego z wariantów Korony Ziemi. Po prostu nie kręci mnie ten projekt. Jest mocno przereklamowany i zbyt prosty w realizacji.

Dla mnie góry to góry, w szczególności te dzikie. Mniej popularne i mniej dostępne. Najlepiej samodzielnie, bez wsparcia. Nie ma znaczenia wysokość, bo to nie samo wejście na szczyt nadaje sensu wyprawie, a cały wyjazd.

Ale wracając do samej listy, to właśnie w niej umieściłam kierunek Indonezja – Jawa – Wulkany – Bromo. I wszystko jasne.

Zmieniam kierunek i jadę do Indonezji na wyspę Jawę.

Góry, a jednak

Sam fakt, że wybieram się na wyspę, a sam wyjazd ma raczej turystyczny charakter, nie zwalnia mnie z nie wchodzenia na żaden szczyt.

Ha ha. Śmieję się, bo gdy pomyślę o swoim kolejnym górskim celu to … w końcu będzie wszystko na luzie.

Tak więc górsko w planach Bromo (2329 m n.p.m.) i widoki na inne wulkany.

Jak widać wysokość imponująca, ale nie o wysokość tym razem chodzi.

W końcu i wreszcie, pojadę w góry, gdzie na spokojnie rozsiądę się na stoku i będę na nie patrzeć, patrzeć i podziwiać.

Już pisząc te słowa czuję błogi relaks, jak nigdy. No bo zawsze jest pośpiech, stres, załatwianie formalności, gonienie po mieście, z wielkim worem na plecach.

A teraz. Mały plecaczek. Kilka podkoszulek, bielizna, ręcznik i kostium kąpielowy. Może jeszcze szczoteczka, pasta i wyciorki, ze względu na ten cholerny aparat ortodontyczny.

Oczywiście Bromo to nie wszystko. Mam kilka pomysłów na coś jeszcze. Chciałabym z tego wyjazdu jednak co nieco wycisnąć, więc szansa na jakąś dodatkową górę zapewne się znajdzie.

Indonezja – Jawa – wyprawa

Zwiedzanie

Oprócz gór na pewno nastawiam się na zwiedzanie.

Całkowitym „must have” na mojej liście są dwie świątynie.

Prambanan zespół hinduskich świątyń oraz buddyjska świątynia Brorobudur.

To chyba najbardziej popularne miejsca jakie są odwiedzane przez turystów przebywających na Jawie.

Zresztą wpisując sobie w gogle hasło Co zobaczyć na Jawie? Na pewno otrzymacie odpowiedź w postaci opisów i zdjęć właśnie tych dwóch świątyń.

Relaks

No i to na co liczę najbardziej. Relaks. Może jakaś plaża nad oceanem. Palmy, bielutki piasek, turkusowa woda. Uwielbiam wodę. Kocham pływać, snurkować i nurkować, chociaż rzadko to ostatnio robię.

Samo plażowanie oczywiście standardowo znudzi mi się po jednym dniu, ale i tak chciałabym trochę popływać.

A poza tym jedzenie.

Tak. Na czas wyjazdów jak zawsze zawieszam wszelkie ograniczenia żywieniowe.

Nie wyobrażam sobie, aby pojechać gdzieś w świat i nie spróbować tego wszystkiego, co jest mi podstawiane pod nos.

W szczególności liczę na tropikalne owoce. Ale i tak samo stołowanie zostaje mi na mieście, więc będzie sporo degustacji.

I na zakończenie wylatuję w sobotę wieczorem. Do Dżakarty lecę przez Katar. W Dżakarcie przesiadam się na samolot do Yagyakarta, jeśli coś wam to mówi.

Stamtąd wyruszam pod wulkany i zaczynam swój turnus.

 

I to tyle odnośnie mojej mini wyprawy na Jawę.

W międzyczasie oczywiście będę dostępna w mediach społecznościowych. Z przesunięciem czasowym ma się rozumieć.

Po powrocie będzie zapewne Informator praktyczny o Jawie. Będą relacje z wyjazdu i może jakaś prelekcja dla zainteresowanych.

Przy okazji wszystkich ciekawych moich pozostałych górskich projektów zapraszam na moją stronę tutaj lub w linku pod postem.

Z górskimi pozdrowieniami

 

podpis


Moje wyprawy zdjęcia

Zaobserwuj Magdalena Boczek:

Mam na imię Magda i jestem pasjonatem gór i biegania. Swoją przygodę z górami i bieganiem rozpoczęłam w 2010 roku. Od tamtego czasu brałam udział w kilkunastu wyjazdach i wyprawach górskich w różne zakątki świata m.in. w Andy, Himalaje, Alpy Szwajcarskie i Julijskie, Dolomity oraz w góry Iranu i Turcji. Samotnie weszłam na najwyższy wulkan Japonii Fuji – San (3776 m n.p.m.) oraz najwyższy szczyt Kaukazu i Rosji Elbrus (5642 m n.p.m.). W 2016 roku udało mi z sukcesem zorganizować samotny wyjazd na szczyt Stok Kangri (6153 m n.p.m.) w Himalajach Ladakhu. Jestem wielokrotnym uczestnikiem zawodów na ultra dystansie. Ukończyłam kilkanaście maratonów i niezliczoną liczbę biegów na krótszych dystansach. Jestem także certyfikowanym trenerem personalnym i dietetykiem.

Latest posts from