Elbrus, kilka słów o sprzęcie

with Brak komentarzy

Elbrus, kilka słów o sprzęcie

Tegoroczna wyprawa na górę Elbrus była dla mnie testem nie tylko umiejętności wysokogórskich i wytrzymałości fizycznej, ale przede wszystkim umiejętności logistycznych i wiedzy pakowania tylko niezbędnych rzeczy.

Od kilku lat jeżdżąc w góry wyrobiłam sobie pewien nawyk pakowania, który opiera się na dwóch podstawowych zasadach.

Ma być lekko i ekonomicznie.

Jadąc samemu w góry trzeba wszystko nosić na własnych plecach, więc nie ma mowy o taszczeniu wielkiego wora z milionem niepotrzebnych rzeczy.

Kiedy już wiedziałam, że jadę na górę Elbrus sama, a wniosek o wizę był w trakcie załatwiania, zrobiłam remanent tego czego będę potrzebować ze sprzętu. Tego co już posiadam i tego czego mi do pełni szczęścia brakuje.

Co prawda nie sądzę żeby osoba jeżdżąca w góry regularnie i uznająca siebie za poważnego górołaza potrzebowała takiego posta. Ale jednak patrząc z własnego doświadczenia na spotykane osoby na różnych wyjazdach i obserwując ich sprzęt, jedno muszę stwierdzić.

Trzeba być nie lada hardcor’em, żeby wybrać się na zimny wysoki pęciotysięcznik ze śpiworem z Tesco, matą z Lidla i namiotem z Biedronki.

Oczywiście nie mam nic do sieci sklepów przeze mnie wyżej wymienionych, bo sama tam produkty głównie spożywcze kupuję.

Ale na litość boską nie kupuje się takiego sprzętu od tak dla zabawy, on ma nas w górach chronić i w skrajnych przypadkach ratować życie, więc może warto trochę się nad zakupem pochylić i parę spraw przemyśleć.

A potem lecieć do sklepu na zakupy.

Aż strach pomyśleć, co by było gdyby ww. sklepy miały w ofercie szpej do wspinania 🙂

A zatem wracając do tematu posta, na co warto zwrócić uwagę przy zakupie sprzętu wysokogórskiego?

Jak dla mnie na pierwszym miejscu jest funkcjonalność, cechy sprzętu na których mi zależy, plus warunki w jakich przyjdzie mi go używać w górach.

Potem sprawdzam wagę i wielkość po spakowaniu, a na końcu szacuję cenę. Czy na prawdę warto wydać tyle kasy.

Wiem, że kwestia ceny jest zapewne dla niektórych priorytetowa. Ale jeśli zamierzamy jeździć w góry regularnie, to warto jest w pewne rzeczy zainwestować, a nie dziadować.

Oczywiście nie namawiam do kupowania samego markowego sprzętu, bo nie zawsze jest on ach och, super ekstra i czasem może nas nieźle zawieść w praktyce.

Chodzi oto aby wybierać mądrze i funkcjonalnie, a to może nieraz i więcej kosztować.

Ja na przykład w 2012 roku przed wyjazdem w Himalaje kupiłam porządny puchowy śpiwór do -20 stopni za, uwaga, 1200 zł i to w przecenie.

Celowo nie piszę nazwy, żeby nie sugerować zakupu. No ale nic złego nie mogę powiedzieć o tym śpiworze, a przetestowałam już trochę innych śpiworów, jakiś pięć egzemplarzy.

Owy puchowy śpiwór był ze mną dwukrotnie w Alpach, w Andach, Himalajach, Turcji i ostatnio na Elbrusie.

Nigdy nie był prany, bo nie było takiej potrzeby. Zawsze był solidnie wietrzony i przetrzymywany w odpowiednim worku.

Ciepły, wygodny, lekki i mały po spakowaniu. I mimo, że jak go kupowałam to myślałam, że chyba na głowę upadłam, że tyle kasy na worek z puchem wydaję. To jednak dzisiaj wiem, że jest to jeden z najlepszych zakupów dotyczący sprzętu górskiego w moim życiu.

Tak, więc zakup mojego śpiwora to przykład, iż warto się chwilę nad zakupem zastanowić, bo w końcu to nie to samo co kupowanie ziemniaków w pobliskim warzywniaku.

Co do Elbrusa, to tym razem na wyjazd spakowałam się genialnie, no może oprócz żywności, bo mimo tego, że zabrałam sporo urozmaiconego jedzenia, to apetyt mnie całkowicie opuścił na tej wyprawie.

Ale miało być o sprzęcie.

A zatem …

Na co warto zwrócić uwagę pakując swój plecak na górę Elbrus?

Przede wszystkim na zimne warunki jakie tam panują. Na spanie na lodowcu i silny wiatr.

Przy dobrej pogodzie nie ma tam raczej żadnych niespodzianek, no może za wyjątkiem ciągle jeżdżących skuterów w górę i w dół.

Elbrus to góra trekkingowa, czyli kondycyjna. Nie ma tam żadnych trudności technicznych, a zatem nie ma potrzeby zabierania ze sobą żadnego sprzętu wspinaczkowego. Nie poruszamy się na lodowcu, więc i lotna asekuracja nie jest tutaj potrzebna.

Owszem można spotkać osoby, które poruszają się na zboczach góry na lotnej, ale moim zdaniem, jest to objaw niestety braku wiedzy i umiejętności wspinaczkowych, bowiem chodzenie na zboczach związanych liną bez zakładania trwałych punktów asekuracyjnych jest bezsensowne, żeby nie powiedzieć, że jest po prostu niebezpieczne.

A poza tym to chyba do czegoś ten czekan służy, a jak nie wiemy do czego, to może czas najwyższy się doszkolić na pierwszym lepszym kursie turystyki zimowej.

Co zatem warto wziąć?

  • Zapewne ciepłe buty i dopasowane raki.

  • Kijki i czekan jak ktoś woli.

  • Ciepłe rzeczy, bo tam na prawdę wieje.

  • Ciepłe rękawice i dobry sprzęt biwakowy, czyli namiot i śpiwór. Jak się ma dobry śpiwór i namiot, to spokojnie można zabrać tańszą matę.

  • Do gotowania starczy zakręcany palnik, bo spokojnie dokupimy na miejscu do niego kartusz gazowy.

I chyba tyle.

Trochę się rozpisałam i pewnie wiele rzeczy nie ujęłam w poście. Tak więc w kwestii pytań dotyczących sprzętu wysokogórskiego oraz samego wyjazdu na górę Elbrus proszę pytać?

Przez bloga lub na maila kontakt@magdalenaboczek.com.

PS1. Od dłuższego czasu noszę się z zamiarem udostępnienia mojej check listy przed wyprawowej. Wiem, że są osoby, które mnie o to zapytują, tak więc postaram się ją na blogu udostępnić.

PS2. Śpiwór od napisania posta śpiwór zdążył być już kolejny raz w Andach, Himalajach Indyjskich, Meksyku i ma się świetnie.

 


Elbrus

Zaobserwuj Magdalena Boczek:

Mam na imię Magda i jestem pasjonatem gór i biegania. Swoją przygodę z górami i bieganiem rozpoczęłam w 2010 roku. Od tamtego czasu brałam udział w kilkunastu wyjazdach i wyprawach górskich w różne zakątki świata m.in. w Andy, Himalaje, Alpy Szwajcarskie i Julijskie, Dolomity oraz w góry Iranu i Turcji. Samotnie weszłam na najwyższy wulkan Japonii Fuji – San (3776 m n.p.m.) oraz najwyższy szczyt Kaukazu i Rosji Elbrus (5642 m n.p.m.). W 2016 roku udało mi z sukcesem zorganizować samotny wyjazd na szczyt Stok Kangri (6153 m n.p.m.) w Himalajach Ladakhu. Jestem wielokrotnym uczestnikiem zawodów na ultra dystansie. Ukończyłam kilkanaście maratonów i niezliczoną liczbę biegów na krótszych dystansach. Jestem także certyfikowanym trenerem personalnym i dietetykiem.

Latest posts from