Elbrus – Co zabrałam ze sobą?

with Brak komentarzy

Elbrus – Co zabrałam ze sobą

Dwa tygodnie temu w poście dotyczącym pytań i odpowiedzi odnośnie organizacji wyjazdu na szczyt Elbrus, zamieściłam, listę sprzętu jaki ja zabrałam ze sobą, wybierając się na tą górę.

Cały post możecie przeczytać tutaj.

Dzisiaj czas pójść o krok dalej. Czas opublikować znaną wam już listę z konkretnymi nazwami sprzętu.

Dodatkowo podzielenie się swoimi refleksjami na temat sprzętu, który służy mi do dzisiaj na niejednej wyprawie od kilku już lat.

Część wykazanych rzeczy na liście nie ma wskazanych konkretnych nazw modeli. Jest to spowodowane faktem, że swój sprzęt kompletuję już od 2011 roku.

Oczywiście część z niego się sprawdziła, reszta została wymiona na inny w trakcie organizacji kolejnych wyjazdów.

Na dzień dzisiejszy wszystkie te rzeczy sprawdzają się na każdym moim wyjeździe na szczyt do 6 000 m n.p.m.

Kiedy wybieram się na szczyty powyżej 6 000 m n.p.m., ale nie wyższych niż 7 000 m n.p.m., do tej listy zabieram dodatkowo kurtkę puchową i botki, oraz inne buty, skorupy.

Przyznaję, że od trzech lat nic nowego nie kupowałam ze swojego sprzętu, ani też nic nie wymieniałam na lepszy model. Oczywiście mogłabym, ale nie wszystkie rzeczy, moim zdaniem, muszą być z tzw. górnej pułki. A i te które już posiadam nie wymagały wymiany, bo nie były zniszczone.

Powoli jednak przymierzam się do nowych zakupów i zapewne już przed kolejnym swoim wyjazdem na wiosnę zabiorę w góry nowe lepsze rękawice i bieliznę termoaktywną.

Niestety, po ostatnim wyjeździe do Boliwii, mocno przemroziłam dłonie i mam teraz problem z doborem ciepłych rękawic. Natomiast bielizna termoaktywna, którą obecnie posiadam, tak naprawdę pozostawia wiele do życzenia. Mam ją od 2012 roku i koszulka nieco mi się poprzecierała. Poza tym słabo grzeje i odprowadza wilgoć, więc najwyższy czas się z nią pożegnać.

Powoli też dojrzewa we mnie myśl, iż najwyższy czas rozejrzeć się za rzeczami, które dobrze sprawdza się na szczytach powyżej 7000 m n.p.m. W tym temacie praktycznie musze wymienić wszystko. I najprawdopodobniej, po długich namysłach, wiem, że będę kupować rzeczy, które będą dostosowane do szczytów ośmiotysięcznych.

Ale to już temat nie na dzisiaj.

Lekko się rozgadałam w tym temacie, więc czas na konkrety.

Namiot

Jeżeli marzy nam się wejście na Elbrus bez korzystania z noclegów w beczkach i schronie, to dobry namiot to jest niewątpliwie „must have” na wyprawie.

Co znaczy dobry?

Według mnie rozmiarem dostosowany do naszych potrzeb, małych rozmiarów, mam na myśli tutaj namiot jednoosobowy. Lekki i wytrzymały na silny wiatr.

W szczególności, gdy chcemy spać w skałach Pastuchowa, to podłoga nie powinna przemakać, bo będziemy go rozkładać bezpośrednio na śniegu.

Dodatkowo namiot musi wytrzymać porywisty wiatr i w miarę chronić przed zimnem.

Dobrze, gdy ma fartuchy śniegowe. Bo to ułatwi i przyśpieszy jego rozkładanie i składanie.

Ja na wyprawę na Elbrus zabrałam namiot jednoosobowy firmy MSR model Hubba HP – one person.

Co mnie w nim urzekło?

Że jest przeznaczony dla jednej osoby, jest typu iglo i jest bardzo lekki.

Więcej o tym namiocie, a przede wszystkim o wszystkich jego zaletach i minusach napisałam w ostatnim poście z cyklu postów dotyczących moich wyjazdów na Elbrus. Znajdziecie go tutaj.

Dodam tylko tyle, że ten namiot towarzyszył mi podczas moich wyjazdów na szczyt Elbrus, na szczyt Aconcagua, na szczyt Stok Kangri i szczyty w Boliwii. Spałam w nim na lodowcu i sprawdził się zarówno w silnych wietrznych warunkach, jak i na wysokości 6 000 m n.p.m.

Oprócz namiotu, ważnym elementem wyprawy jest oczywiście śpiwór.

Dla mnie dobry śpiwór powinien być ciepły i puchowy. Co ważne śpiwory puchowe można dość mocno skompresować.

Wiem, że puchy są cholernie drogie, ale jeśli mamy w planie więcej tego typu wypraw to jest to nasza inwestycja na lata. No i oczywiście podczas wyjazdu ochrona ciała i zdrowia.

Ponadto kupując lepszy namiot i śpiwór nie musimy już, aż tyle kasy wydawać na samą matę.

U mnie doskonale sprawdza się zwykła karimata z Decathlonu nabyta za 20 zł. Nie jestem wielkim zwolennikiem mat samopompujących.

Może i są dobre, ale jak dla mnie karimata jest bardziej praktyczna. Łatwo i szybko się ją rozkłada oraz bezproblemowo transportuje. Na znacznych wysokościach i w złych warunkach pogodowych to jednak plus.

Od bidy, w szczególności w Andy można wziąć dwie takie karimaty. Ja podczas jednego pobytu w Argentynie już na miejscu dokupiłam sobie druga taką karimatę, którą opuszczając bazę, zostawiłam innym wspinaczom.

Według mnie karimaty bardzo łatwo się przytracza do plecaka. Co pozwala zwolnić więcej miejsca w samym plecaku np. na dodatkowe jedzenie lub zapas wody.

Baner promocyjny Elbrus - Informator praktyczny

Ciepłe ubranie

To, że przy podejściu pod szczyt Elbrus, mocno wieje nie powinno specjalnie nikogo dziwić.

Sama ten szczyt klasyfikuję jako wysoki zimny pięciotysięcznik, a to za sprawą lodowca, który pokrywa całą górę.

Dlatego też ciepłe ubrania na Elbrusie to podstawa.

Oczywiście oprócz oczywistej oczywistości w postaci ciepłej bielizny, w tym kalesonów, warto ze sobą zabrać ciepłą kurtkę wierzchnią i ciepłe rękawice.

Na szczycie Elbrusie, podobnie jak w innych górach doskonale sprawdza się metoda ubierania na cebulę, czyli kilku warstwowo.

U mnie jest to zawsze ten sam zestaw: koszulka termiczna z długim rękawem, ciepła bluza, bardzo ciepły polar i kurtka wierzchnia.

Taki sposób ubierania, jest komfortowy, gdy podczas podejścia musimy zakładać lub zdejmować część naszej garderoby, żeby nie zmarznąć lub się nie przegrzać.

Do tego wszystkiego ciepłe kalesony, lub jak ktoś woli leginsy, przy podejściu na szczyt i oczywiście mega ciepłe wełniane skarpety.

Na nogi odpowiednio ciepłe buty skorupy i dobrze dopasowane do nich raki.

Podejście na szczyt Elbrus odbywa się po nachylonym lodowcu, więc czekan jak najbardziej może nam się przydać.

Na pewno pojawiło lub pojawi się w waszej głowie pytanie, w co, z tego wszystkiego najlepiej zainwestować swoją kasę?

Na pewno nie ma co oszczędzać na butach i rękawicach. Warto też trochę więcej kasy wydać na kurtkę lub cieplejszy pod nią „podkład”, u mnie jest to gruby polar.

I tutaj wielki ukłon i „chapeau bas” dla firmy HiMountain. Co prawda większość swoich rzeczy mam jeszcze sprzed kilku lat, ale linie rzeczy w góry takie jak XExpert Series i Life &Light, to moim zdaniem było mistrzostwo świata. W szczególności w męskim wydaniu.

Jak na razie nie trafiłam na lepsze rzeczy z tej półki cenowej. I gdybym wiedziała, że biznes HiMounaina będzie się rozwijać w zupełnie innym kierunku, to bym tych rzeczy więcej nakupowała.

Wszystko co mam spodnie, polar, czy bluzę mam do dzisiaj. Męczę je od kilku lat na każdym wyjeździe i nie wyobrażam sobie zabrać nic innego. No bo nie mam takiej potrzeby.

Są przede wszystkim ciepłe i jak dla mnie niezniszczalne. Przede wszystkim spodnie, bo one jak na razie ucierpiały najbardziej.

Co ciekawe większość rzeczy, a właściwie wszystkie oprócz kurtki, mam męskie. Moim zdaniem są lepsze jakościowo, mają praktyczniejsze rozwiązania i nie są w tzw. babskich kolorach. Za to są czerwone.

Elbrus – Co zabrałam w góry

Plecak

To czas napisać kilka słów o plecaku.

Obecnie zawsze na wyjeździe mam tylko jeden jedyny plecak.

Przy szczytach do 7000 m n.p.m. bez problemu pakuję się 60 litrowy plecak z kominem do 10 litrów. Jest to plecak formy Volven model Himalaya.

Geneza zakupu tego plecaka nie była jakoś szczególnie imponująca.

Plecak towarzyszy mi od 2011 roku, od pierwszego wyjazdu w Alpy, i zakupiłam go zupełnie intuicyjnie. Nie miałam wtedy za wiele doświadczenia, więc i na wiele rzeczy w plecaku nie zwracałam uwagi.

Głównie kupowałam rzeczy ze względu na cenę. A ten model akurat wtedy był w promocji.

Na dzień dzisiejszy muszę przyznać, że intuicja mnie nie zawiodła, a ja z plecakiem się polubiłam i jest to już dość długa przyjaźń.

Oczywiście gdy wyjeżdżam gdzieś daleko w góry, to plecak praktycznie jest zawalony samym sprzętem biwakowym i na pozostałe rzeczy prawie nie ma już w nim miejsca.

Część rzeczy, w szczególności ubrania, zabieram wtedy do torby podręcznej do samolotu. Oczywiście wszystko chowam do środka plecaka i nic nie przytraczam na zewnątrz.

Na miejscu wszystko przepakowuję. Karimatę i namiot przytraczam na zewnątrz plecaka, co powoduje, że mam w nim więcej miejsca np. na dodatkowe jedzenie zakupione na miejscu.

Dlatego też, dzisiaj już wiem, że plecak który zabieram w góry musi mieć dodatkowe troki i kieszenie boczne. Dla mnie są po prostu praktyczne.

Ponadto kurtka, polar, a nawet bluza też są przytraczane na górze plecaka. Oczywiście wyglądam wtedy jak wielbłąd, ale z dwoma plecakami wcale nie wyglądałabym lepiej.

Dodatkową cechą i plusem zarazem mojego plecaka, jest osobna dolna komora, którą możemy rozsunąć tworząc jeden wewnętrzny worek, lub zasunąć i oddzielnym zasuwanym otworem, wyciągać potrzebne rzeczy bez otwierania i grzebania w całym plecaku.

To doskonałe rozwiązanie przy ewentualnym zmianie obuwia, podczas podejścia. Mi się taka sytuacja właśnie przydarzyła na lodowcu, gdzie musiałam zmienić buty na skorupy i nie wyobrażam sobie, że na środku lodowca miała bym wyciągać wszystko z wnętrza plecaka, aby dostać się do butów gdzieś na jego dnie.

Ale plecak ma też swoje minusy, na pewno jednym z nich jest jego waga. Plecak waży co prawda ponad 2 kg, ale w sumie już tak się polubiliśmy, że szkoda mi jak na razie go wymieniać na inny. A poza tym kasa przyda się na inne rzeczy.

Ponadto plecak ma dodatkowe zewnętrzne pętle na mocowanie czekana i kijków trekkingowych. Posiada także regulowany system nośny, wewnętrzną kieszeń na bukłak wraz z otworem na wyprowadzenie wężyka, czy też odpinany pas biodrowy z kieszeniami.

No gdyby nie waga, to byłby idealny.

materiały ekstra napis

 

Kończąc na dzisiaj, zgodnie z wcześniejszą zapowiedzą, udostępniam „Listę mojego sprzętu”, który zabrałam ze sobą wybierając się na szczyt Elbrus.

I mam nadzieję, że dzisiejszym wpisem choć trochę rozwiałam wątpliwości dotyczących rzeczy, które może warto by było zabrać na taki szczyt, jakim jest wulkan Elbrus.

Z górskimi pozdrowieniami

 

podpis


Elbrus - Informator praktyczny

PS. Jeżeli macie w planach wyjazd na wulkan Elbrus, polecam zajrzeć do mojego poradnika. Gdzie krok po kroku opisałam, w jaki sposób zorganizować taki wyjazd samodzielnie.
Zaobserwuj Magdalena Boczek:

Mam na imię Magda i jestem pasjonatem gór i biegania. Swoją przygodę z górami i bieganiem rozpoczęłam w 2010 roku. Od tamtego czasu brałam udział w kilkunastu wyjazdach i wyprawach górskich w różne zakątki świata m.in. w Andy, Himalaje, Alpy Szwajcarskie i Julijskie, Dolomity oraz w góry Iranu i Turcji. Samotnie weszłam na najwyższy wulkan Japonii Fuji – San (3776 m n.p.m.) oraz najwyższy szczyt Kaukazu i Rosji Elbrus (5642 m n.p.m.). W 2016 roku udało mi z sukcesem zorganizować samotny wyjazd na szczyt Stok Kangri (6153 m n.p.m.) w Himalajach Ladakhu. Jestem wielokrotnym uczestnikiem zawodów na ultra dystansie. Ukończyłam kilkanaście maratonów i niezliczoną liczbę biegów na krótszych dystansach. Jestem także certyfikowanym trenerem personalnym i dietetykiem.