Dziennik treningowy odc. 68

with Brak komentarzy

Dziennik treningowy odc. 68

Minął kolejny miesiąc to czas najwyższy na Dziennik treningowy odc. 68.

Niestety ze względu na mniejszą aktywność w miesiącu listopadzie, dzisiaj będzie krótko. Głównie o siłowni i diecie. No może jeszcze coś tam się znajdzie dla fanów gór.

Nie będę ukrywać, że miesiąc listopad jest dla mnie dość ciężkim miesiącem do trenowania. No może tylko pod względem biegania.

Egipskie ciemności na tyle działają na mnie depresyjnie, iż jakiekolwiek bieganie w moim przypadku nie wchodzi w grę. Ale pewnie nie ja tak tylko mam.

Ostatnio miałam nawet takie swoje luźne przemyślenia, że jednak trenowanie na siłowni to pikuś w porównaniu do biegania o tej porze roku. Przychodzisz do ciepełka. Podźwigasz przez godzinkę i tyle. Nic ci na głowę nie pada. Nie obawiasz się, że gdzieś po drodze w ciemnościach orła wywiniesz, co niejednokrotnie mi się podczas biegania jesienią i zimą zdarzało.

Po prostu żyć nie umierać.

Chociaż, teraz jest znacznie cieplej, bo jeszcze śniegu nie ma, ale przecież były czasy, że rano o 5 biegałam po nie odśnieżonych jeszcze chodnikach.

Się rozmarzyłam, ale teraz już konkretnie.

Czas na dziennik treningowy odc. 68, a w nim:
– kilka słów o moim niebieganiu,
– opis moich ostatnich zmagań treningowych na siłowni,
– efekty walki z dietą,
– dosłownie parę słów o mojej ostatniej aktywności wspinaczkowej,
– najbliżej planowane wyjazdy górskie, czyli to co już niedługo się wydarzy, co czai się za rogiem,
– i kilka słów o Taterkach, moich kochanych Tatruniach.

Zainteresowanych szczegółami zapraszam do lektury poniżej.

Pozostałe osoby, które zdecydowanie preferują tematykę górską zapraszam do lektury mojego ostatniego posta

Sprzęt w góry – na co zwrócić uwagę przy zakupie?

lub wizytę na blogu w przyszłym tygodniu, bo do końca tygodnia na blogu będzie głównie siłowo.

Koniec tego gadania. Zaczynamy.

Dziennik treningowy odc. 68 – Bieganie

No i tak. W ostatnim miesiącu listopadzie udało mi się zebrać na bieganie może ze trzy razy.

Przyczyna? Dwa tygodnie chorowałam, po chorobie ciężko było się ogarną i wrócić do bieganie, no i w weekend pojechałam w Tatry. Po powrocie z Tatr znowu się rozchorowała i jakby było tego wszystkiego mało w hostelu pogryzły mnie pluskwy.

A podkreślam spałam w Zakopanem, najpopularniejszym miejscu turystycznym w Polsce.

Aby w tej części posta was nie zanudzać, więcej na temat moich przygód z ostatniego pobytu w Tatrach opowiem poniżej.

Wracając do mojego biegania listopadowego, to proszę sobie nie wyobrażać, że to było jakieś biegowe szaleństwo i nie wiadomo jakie tam kilometry. Najczęściej, czyli dwa razy, biegałam po 5 km no i raz udało mi się przebiec 10 km.

Szczerze, jak sobie przypomnę swoje ultra powyżej 100 km i obecne biegowe dystanse, to nie wiem czy się śmiać czy płakać. Poza tym sama zachodzę w głowę, jak udało mi się tyle kilometrów przebiec i to jeszcze w górach.

Jeśli natomiast chodzi o plany biegowo – treningowe na najbliższy miesiąc, to moim głównym celem jest się zmotywować i wyjść z domu na jakiekolwiek bieganie.

Dystans tak naprawdę nie ma znaczenia. O jakiś interwałach, stałych zakresach tępa czy podbiegach, to już nawet nie marzę o tej porze roku.

Szczerze, jak uda mi się cztery razy w tygodniu wyjść na bieganie w grudniu, to już to dla mnie będzie sukces. Byle by mieć jakąś bazę pod wyjazd w góry pod koniec stycznia, o czym więcej przeczytacie poniżej i oczywiście możliwość wystartowania z lepszym biegowym treningiem na wiosnę. A nie zaczynanie od zera.

Lecimy dalej.

Dziennik treningowy 68bieganie

Dziennik treningowy odc. 68 – Siłownia

No nareszcie będzie o czym pisać.

Nie powiem z siłownią idzie mi znacznie lepiej, ale mam za sobą i tej jesieni niewielkie kryzysy motywacyjne.

Tylko, że tutaj najczęściej się oszukuję, że najwyżej zrobię połowę treningu rano, a resztę po pracy, co oczywiście kończy się tym, że mam rano skończony cały trening.

Tradycyjnie trenuję wcześnie rano. Od poniedziałku do czwartku. Rozkład treningu u mnie nie uległ jakimś większym zmianom.

W poniedziałek mam trening pleców i bicepsów. We wtorek trening nóg i pośladki, z naciskiem na to drugie. Środę mam trening klatki i tricepsów. W czwartki mam trening na barki, nogi i pośladki, z naciskiem na to pierwsze i drugie.

Kiedy akurat jestem w Warszawie w weekend, to trenuje w sobotę nogi i pośladki, a w niedzielę staram się saunować.

Ostatni miesiąc trenuję brzuch w dni treningowe praktycznie codziennie. Takie wyzwanie sobie zrobiłam. Nie cierpię trenować brzuch, więc za karę ćwiczę go codziennie. Zazwyczaj są to trzy ćwiczenia po trzy serie. Zobaczymy jaki z tego będzie efekt.

W dni treningowe robię cztery ćwiczenia na daną partię mięśni. Cały trening nie zabiera mi więcej niż godzinę.

Nadal nie kręcę cardio po treningu. Wolę dłużej pospać i przyjść później na siłownię.

Moje treningi mam rozpisane na cztero tygodniowe cykle. Między nimi robię tydzień treningowo luźniejszy. Może w takie luźniejsze tygodnie będę robiła FBW lub zrobię sobie jakieś ćwiczenia typu martwe ciągi i siady. Jeszcze zobaczę.

Mój cały cykl treningowy oparty jest na tych samych ćwiczeniach. Głównie zwiększam co tydzień ciężar, lub liczbę powtórzeń, a jak tego się nie da, to skracam przerwy między seriami.

W planach jest zmiana zestawu ćwiczeń w każdym cyklu.

W święta planuję luźniejszy tydzień, a po nim trzytygodniowy cykl, bo potem wyjeżdżam w góry na dwa tygodnie. Więc zapowiada się w styczniu tyle luzu, że hej.

W kolejnym dzienniku treningowym napisze dokładnie jak będzie wyglądać mój trening przed samym wyjazdem w góry, tak aby się bez sensu nie uszkodzić.

Dziennik treningowy odc. 68 – Dieta

Co do kwestii diety, to nawet jakoś udaje mi się ostatnio posiłki utrzymać na „dobrym poziomie”. Trochę wybijają mnie z rytmu normalnego jedzenia weekendziki u rodzinki albo w Tatrach, ale coś za coś.

Moja waga jak na razie jest na dobrym poziomie i gdybym ją utrzymała do połowy stycznia, to w góry pojadę trzy kilo lżejsza, niż ostatnio. Zobaczymy z jaką wagą wrócę.

Jadam cztery posiłki dziennie. Makro nie podam, bo ostatnio trochę pokombinowałam z jedzeniem i ciężko mi jakiś konkretny udział rozpisać.

Dlatego też mój cel na grudzień to policzyć dobrze makro i ustalić dietę oraz cele żywieniowe po powrocie, aż do lata. Bo jak dobrze pójdzie to przed kolejnym wyjazdem około jesieni będzie żywieniowe El Dorado, czyli hulaj dusza piekła nie ma. Lodówka normalnie nie będzie się zamykać.

Dziennik treningowy odc. 68 – Wspinanie

Co też będę wam tu ściemniać. Ani razu nie byłam na wspinaniu w listopadzie. Wyeliminowały mnie wszelkie choroby i insekty.

Ale obiecuję poprawę.

Dziennik treningowy 68 siłownia

Dziennik treningowy odc. 68 – Góry

No to czas na góry i mój najbliższy wyjazd.

Ponieważ tylko jednego dnia dostałam w pracy zapytanie od znajomych, gdzie to się tym razem w góry wybieram, to sobie pomyślałam o cholera, chyba za bardzo się rozsiadłam w tej Polsce, za dobrze mi do tego stopnia, że już inne osoby mi sugerują, że czas się gdzieś w świat zapuścić.

A ponieważ chciałam na moment, dosłownie, odetchnąć od Ameryki Południowej, to sobie wymyśliłam, że pojadę tam gdzie mnie jeszcze nie było.

Co prawda byłam już na tym kontynencie, ale Tunezja i Egipt się nie liczą.

No dobra jadę na czarny afrykański ląd dosłownie, bo do Kenii, a właściwie to do Tanzanii.

W planach oczywiści Kili, Kobo, czyli Kilimanjaro. A jak starczy czasu to wizyta na Zanzibarze.

Jadę sama. Nie korzystam z agencji polskich. Lecę w sumie w ciemno, bo nie mam załatwionej żadnej agencji lokalnej, ani przewodnika. Na miejscu pewnie to ogarnę. Oby.

Bardzo się cieszę i czuję dreszczyk ekscytacji, bo nie mam kompletnego doświadczenia w wyjazdach w ten region świata. Gdy lecę do Ameryki Południowej, czy Azji kompletnie nie odczuwam, że wyjeżdżam na drugi koniec świata. Czuję się tak jakbym do Piaseczna jechała z Warszawy. O Ameryce Północnej i Oceanii już nie wspomnę. Ale tam.

Ciekawa jestem wszystkiego i chyba tylko Antarktyda może wzbudzić u mnie podobne emocje przed jakimś wyjazdem.

Ten mój wyjazd będzie też dobrą okazją na zebranie materiału poradnikowego dotyczącego wejścia na Kili. Jak ono wygląda, ile kosztuje i czy naprawdę, to jak wejście na Babią Górę.

Patrząc z punktu widzenia mojego dotychczasowego doświadczenia z górami może być ciekawie, mam nadzieję, że i śmiesznie, a nie strasznie. Zobaczymy.

A więc bilety lotnicze kupione, teraz trzeba zarezerwować hostele, jakieś noclegi, zaszczepić się i czekać na wylot.

Co do Taterek, to w listopadzie udało mi się coś tam połazić w górach. Pogoda o tej porze roku nie rozpieszcza co prawda, ale trafiłam na nawet ciepły weekend i bez śniegu. Wiało może trochę bardziej, ale nie na tyle żeby nie wejść na Giewont.

Krótki film z tego wyjazdu zamieściłam w necie, a sama relacja na blogu pewnie pojawi się na blogu już niedługo.

.

Z góry przepraszam za jakość filmu, ale montowałam go w aplikacji w telefonie korzystając z wersji, więc filmy straciły trochę na jakości. Poza tym to był mój wierszy raz i teraz po tych testach, mając już pewne przemyślenia będę starać się kręcić lepsze materiały.

Ach zapomniałabym. W hostelu w Zakopanem pogryzły mnie pluskwy. Ale tak masakrycznie, że aż wylądowałam u lekarza. Oczywiście nie byłam jakaś tam umierająca, ale miejsca ugryzień nie wyglądały za dobrze. Przez co przez tydzień zawiesiłam jakikolwiek trening, nawet ten na siłowni. Co u mnie naprawdę rzadko się zdarza.

Tak to już jest. Człowiek po świecie się włóczy. Śpi w różnych dziurach, a to co najgorsze to i tak mu się pod samym domem przytrafi. Ehhh
Następny mój wyjazd w Tatry zaplanowany jest na weekend od 20 do 22 grudnia.

Nie mam jakiś większych planów. Może zrobię jakieś trasy mało uczęszczane latem w Tatrach przeze mnie, bo w cieplejsze miesiące to zdecydowanie wole wychodzić w góry gdzieś wyżej. A tak będzie okazja odwiedzić inne zakątki Tatr.

No i mam nadzieję, że tym razem nie będzie żadnych niespodzianek.

I na koniec krótkie ogłoszenia parafialne

Ponieważ ostatnio w dzienniku treningowym zadeklarowałam się, że w końcu zamieszczę dla was dodatkowe materiały bonusowe, to obwieszczam wszem i wobec, że materiały już są dostępne i są to głównie zdjęcia biletów autobusowych, biletów wstępu, zezwoleń itp. co prawda raczej jako ciekawostka.

No ale dostawałam pytania dotyczące cen jakie umieszczałam w informatorach, że jakieś są dziwne, to zamieszczam dowody ich wysokości.

Aby już więcej się nie tłumaczyć z oczywistych oczywistości. Co ciekawych zapraszam. Wszystko jak zwykle dostępne jest tutaj.
Wszystkie dodatkowe materiały oznaczone zostały znaczkiem (!) i znajdziecie je w takich działach jak: szczyt Elbrusa, Aconcagua, Fuji-San, Damavan, Ararat oraz Teneryfa i Meksyk.

Poza tym zamieściłam część materiałów w nowym dziale – kierunku – pod nazwą Nepal. Co prawda jak na razie nie mam w planach tam wrócić w 2020 roku i w związku z tym nie będzie z takiego wyjazdu informatora, ale kto tam wie.

Łącznie zamieściłam 20 plików z dodatkowymi materiałami i tak naprawdę to jedynie kropla w morzu tego co jeszcze zalega na moim stole w domu.

Ale resztę to już zapewne będę po trochu zamieszczać po nowym roku.

Co do kolejnych informatorów podróżniczych to powiem tylko tyle, iż praca nad ich pisaniem idzie u mnie jak po grudzie. Na dzień dzisiejszy chciałabym opublikować choć jeden, ale zobaczymy jak mi pójdzie w praktyce.

Natomiast już są dostępne moje zdjęcia z tegorocznej wyprawy do Boliwii i Peru. Znajdziecie je tutaj:

Illimani/Huayna Potosi

La Paz/Tiwanaku

Cusco/Machu Picchu/Rainbow Mountain

Natomiast wszystko o mojej ostatniej wizycie w Ameryce Południowej przeczytacie tutaj.

Jak widać kolejny wyjazd się zbliża, to ja rozpędu twórczego dostałam.

A na poważnie cieszę się, że powoli krok po kroku się z tego wszystkie wygrzebuję.

Najgorzej wygląda sytuacja z montażem filmów powyjazdowych, bo jak na razie je tylko kumuluje na kartach microSD i kolejne nowe karty tylko dokupuje przed kolejnymi wyjazdami, ale za to też się kiedyś wezmę.

I tutaj mam pytanie, gdyby ktoś znał fajny i prosty w obsłudze, intuicyjny i darmowy program do montażu filmów z kamery gopro, to byłabym wdzięczna za jakieś sugestie i porady. Piszcie w komentarzach, fejsbookach czy bezpośrednio na pocztę. Z góry dziękuje.

No i to chyba tyle na dzisiaj. A z kolejnym dziennikiem treningowym widzimy się już w nowym roku 2020.

.

podpis

.


Moje zdjęcia z trenningów

Zaobserwuj Magdalena Boczek:

Mam na imię Magda i jestem pasjonatem gór i biegania. Swoją przygodę z górami i bieganiem rozpoczęłam w 2010 roku. Od tamtego czasu brałam udział w kilkunastu wyjazdach i wyprawach górskich w różne zakątki świata m.in. w Andy, Himalaje, Alpy Szwajcarskie i Julijskie, Dolomity oraz w góry Iranu i Turcji. Samotnie weszłam na najwyższy wulkan Japonii Fuji – San (3776 m n.p.m.) oraz najwyższy szczyt Kaukazu i Rosji Elbrus (5642 m n.p.m.). W 2016 roku udało mi z sukcesem zorganizować samotny wyjazd na szczyt Stok Kangri (6153 m n.p.m.) w Himalajach Ladakhu. Jestem wielokrotnym uczestnikiem zawodów na ultra dystansie. Ukończyłam kilkanaście maratonów i niezliczoną liczbę biegów na krótszych dystansach. Jestem także certyfikowanym trenerem personalnym i dietetykiem.

Latest posts from