Dziennik treningowy odc. 63

with Brak komentarzy

Od ostatniego dziennika minęło już trochę czasu i w sumie to nawet sama nie wiem ile.

Z jednej strony nic szczególnego nie działo się u mnie przez ten czas pod względem trenowania, a z drugiej zaś strony tego trenowania było nie za wiele.

Dzisiaj jednak nie trenowaniu będzie głównie mowa, a o górach.

Od mojego ostatniego wyjazdu minęło już troszeczkę czasu, prawie siedem miesięcy, a mnie już tak od trzech miesięcy dość mocno nosi na kolejny wyjazd.

Ale … zaraz, zaraz. Wszystko po kolei.

Bieganie

Tym razem o bieganiu będzie krótko i treściwie.

To, że kiepsko z tym moim bieganiem było ostatnio, to już zdążyłam wam napisać w jednym z ostatnich postów.

Dużo miałam planów biegowych z początkiem roku, no ale życie postanowiło mi sprawić małą niespodziankę i jakoś to bieganie ostatnimi czasy zeszło na dalszy plan.

Kontuzja. Brak biegania. Pseudo bieganie. I w końcu biegowe powroty.

Nauczyłam się doceniać, sam fakt, że mogę w ogóle biegać. Postanowiłam też, że nie będę się więcej spinać. Szarżować. Przeginać. Chyba sama nie mogę uwierzyć, że to napisałam.

Oprócz kilku przemyśleń dotyczących tego co bym chciała pod względem biegania robić dalej, lekko zmodyfikowałam swój plan treningowo-biegowy.

To, że kocham bieganie, to jest sprawa oczywista, no ale nie jestem i nigdy nie będę biegaczem na „mocnym” poziomie. Jestem, powiedzmy amatorem. Raczej wytrzymałościowcem. Bieganie daje mi dużo satysfakcji, ale także dużo radości. Jednak nie jest moim życiowym celem samym w sobie. Jak na razie.

Dlatego też postanowiłam zmniejszyć liczbę dni biegowych w tygodniu do czterech i teraz biegam we wtorki, czwartki, soboty i niedziele.

Oczywiście nie wliczając w to sesji cardio wykonanych co trening na siłowni. Mówimy tylko o czystym bieganiu w terenie.

Docelowo, podobnie jak rok temu będę stawiać na jakość, nie na ilość. Czyli zamiast klepania długich kilometrów po asfalcie, zamierzam zdecydowanie postawić na trening interwałowy i w stałym zakresie tempa.

Pod względem kilometrażu chciałabym biegać dwa razy w tygodniu po 10 km, w soboty 12 km a w niedzielę nawet 26 km.

Powyższe biegowe założenia, nie są planem pisanym dla nikogo, tylko dla mnie. Po wielu latach biegania, wiem, że on się u mnie sprawdził i na pewno sprawdzi, jeżeli będę go regularnie stosować. Poza tym takie trenowanie dobrze sprawdza się u mnie w przygotowaniu do biegów ultra w górach, bo głownie o takich celach myślę w przyszłości.

Siłownia

Oprócz biegania nie mogłabym oczywiście zapomnieć o treningu siłowym.

I to co mogę powiedzieć z ręką na sercu, lubię to moje trenowanie z ciężarami coraz bardziej, do tego stopnia, że powoli przekonuję się do codziennych sesji treningowych, maksymalnie jedno godzinnych, w podziale na trening poszcególnych partii ciała.

Na początek trzy dni w tygodniu trening nóg i pośladków oraz dwa dni w tygodni trening górnych części ciała: plecy, klatka, barki i naramienne.

Oczywiście prawie codzienne krótkie serie na brzuch i cardio.

Taki rozkład treningów jest dla mnie mniej męczący, niż dwie godziny spędzone w strefie wolnych ciężarów ciągiem.

No i co najważniejsze, poranne sesje treningowe to przede wszystkim wolny czas dla mnie popołudniami.
Jak na razie to są tylko plany i za pewne wszystko dopiero wyjdzie w praniu.

………………………………………………………………………………………..
Kilka słów na temat mojego treningu przygotowującego
w góry znajdziecie w poniższym poście

Trening w góry – Jak ja to robię?

………………………………………………………………………………………..

Dieta

Powoli będę kończyć dzisiejszego posta, no ale zanim przejdę do planów wyjazdowych, kilka słów o diecie.
Co do mojego ostatniego systemu żywienia. Od trzech miesięcy jestem na lekkiej redukcji. Głównie obcinałam w swoich posiłkach węglowodany. Co przyniosło nawet fajny efekt.

Chociaż kontrolowanie masy ciała, przy treningu siłowym nie ma większego sensu, no ale pochwalę się jednak, że ostatnio moja waga, mimo dość mocnego treningu siłowego, nie co spadła w dół i obecnie jest na niższym poziomie niż po powrocie z trzy tygodniowej wyrypy w górach.

Poza tym i co najważniejsze nie umieram z głodu i wyczerpania, a więc daję radę.

Przyznam się, że miałam ochotę na mocniejszą redukcję, ale jak na razie odkładam na później takie ekstremalne przeżycia. Bynajmniej w okresie między wyprawowym, bo przed wyjazdami to zdecydowanie nie polecam.

W planach na najbliższe miesiące jest pociągnięcie redukcji do października, a potem przechodzę na masę, która planowo będzie trwała do lutego.

Oczywiście bez przesady. Chcę przybrać do 70 kg masy, aby popracować nad tkanką mięśniową. No i czeka mnie wyjazd w góry, o czym napisałam więcej poniżej.

………………………………………………………………………………………..
Więcej na temat mojego dotychczasowego
odżywiania przeczytacie w poście poniżej

Moje nawyki żywieniowe

………………………………………………………………………………………..

 

Plany wyjazdowe

Na koniec kilka słów o planowanych wyprawach.

Uff. W końcu i wreszcie.

A więc, na początku października wyruszam na Teneryfę. Obiecałam sobie tam wrócić za rok i obietnicy dotrzymuję.

W planach głównie wejście na Pico de Teide przez schronisko. A poza tym to plaża, plaża i nic nie robienie.

Wiele ostatnio miałam przemyśleń na temat tego co bym chciała robić w górach. Taka mała konfrontacja moich marzeń i realnych celów.

Zdaje sobie sprawę, że wiele projektów już udało mi się do tej pory w tych górach zrealizować. Co prawda nie wszystkie się udały, a nawet są i takie które nie doszły nigdy do skutku i to właśnie do nich chciałabym obecnie wrócić w swoich górskich planach.

A jednym z takich projektów nich był wyjazd na Pico de Orizabę, najwyższy wulkan i trzeci szczyt Ameryki Północnej. Pomysł, który pojawił się w mojej głowie już 2014 roku, jednak gdzieś w między czasie został odłożony na później i dzisiaj mogę to napisać.

W listopadzie wyjeżdżam do Meksyku.

No ale na dzisiaj tyle.

Szczegóły moich wyjazdów już niebawem. Planuję też otwarcie wydarzeń na moim koncie na facebooku, gdzie zamieszczę wszystkie najważniejsze informacje dotyczące obydwu wyjazdów. Linki, kontakty i relacje. Same informacje praktyczne, które pozwolą wam zrealizować samemu górski wyjazd na Teneryfę, czy też do Meksyku.

Tak, więc zapraszam już dzisiaj serdecznie.

Wszystkie linki do miejsc gdzie mnie można znaleźć online zamieszczam poniżej

………………………………………………………………………………………..
Facebook >>> Magdalena Boczek – Z pasją do gór i biegania

Instagram >>>

………………………………………………………………………………………..

 

Mój podpis


Moje zdjęcia z trenningów

Zaobserwuj Magdalena Boczek:

Mam na imię Magda i jestem pasjonatem gór i biegania. Swoją przygodę z górami i bieganiem rozpoczęłam w 2010 roku. Od tamtego czasu brałam udział w kilkunastu wyjazdach i wyprawach górskich w różne zakątki świata m.in. w Andy, Himalaje, Alpy Szwajcarskie i Julijskie, Dolomity oraz w góry Iranu i Turcji. Samotnie weszłam na najwyższy wulkan Japonii Fuji – San (3776 m n.p.m.) oraz najwyższy szczyt Kaukazu i Rosji Elbrus (5642 m n.p.m.). W 2016 roku udało mi z sukcesem zorganizować samotny wyjazd na szczyt Stok Kangri (6153 m n.p.m.) w Himalajach Ladakhu. Jestem wielokrotnym uczestnikiem zawodów na ultra dystansie. Ukończyłam kilkanaście maratonów i niezliczoną liczbę biegów na krótszych dystansach. Jestem także certyfikowanym trenerem personalnym i dietetykiem.

Latest posts from