Dziennik treningowy odc. 62

with Brak komentarzy

NApis dziennik treningowy i nogi biegacza

Nie chcę pisać i użalać się na łamach bloga, że czas leci jak oszalały, ale cóż innego mogę napisać. Praktycznie niedawno był marzec. Niby tyle czasu do maratonu, a tu masz. Zleciało i już po maratonie.

Ale dzisiaj nie będzie o moim bieganiu na maratonie, ale o tym co się działo u mnie przez te ostatnie dwa tygodnie przed samymi zawodami. O treningowym bieganiu, o wizytach na siłowni i odżywianiu. Co zapewne już nikogo nie dziwi szczególnie.

Bieganie

Moja tendencja biegowa sprzed trzech tygodni nadal została utrzymana. I gdy tak spojrzę na to moje dotychczasowe bieganie to wciąż czuję lekki niedosyt. Niestety za mało biegam. Za mało na jakiekolwiek wyniki w maratonach, nie wspominając już o zawodach ultra.

Brakuje też w moim kalendarzu biegowym interwałów, tempówek, choćby jakiś sprintów. Tak więc siły biegowej praktycznie brak. Odstawiłam też na później podbiegi, a przed samym maratonem skupiłam się na dłuższym wybieganiu, z którego ostatecznie i tak nic nie wyszło.

Moja wywrotka sprzed czterech tygodni całkowicie przekreśliła szansę na dłuższe bieganie przed maratonem. Udało mi się jedynie przebiec jakieś 14 km i 15 km w niedzielę i tyle. Zero 20 km, 25 km, 30 km, czy też 35 km, a bez tego jak wiemy nie ma też mocnego biegania na zawodach.

Przez te dwa ostatnie tygodnie biegałam głównie dyszki. Zdecydowanie na luzie i bez szybkościowego spięcia. Praktycznie tylko raz w środowy trening przykręciłam i zrobiłam mocniejszy akcent treningowy w postaci 200 metrowych interwałów.

Od początku roku przebiegłam zaledwie 412 km, co w ujęciu 70 km tygodniowo, które powinnam standardowo biegać, daje dość słaby wynik niewiele ponad 100 km na miesiąc. Niestety ciekawie to to całe moje bieganie nie wygląda. W planach za dwa miesiące ultra i pierwsze w tym roku 100 km po górach, a forma gdzieś w lesie.

Siłownia

Trening siłowy dla odmiany wypada ostatnio u mnie znacznie lepiej. Udało mi odwiedzić siłownię dwa razy w tygodniu, co mnie cieszy najbardziej.

Co do metod treningowy, to ze względu na zwiększone jednostki biegowe, odjęłam sobie trochę obciążenia. Praktycznie wszystkie partie ciała robię na mniejszym ciężarze. Może poza plecami i naramiennymi. Tutaj sobie nie odpuszczam.

Oczywiście mniejsze obciążenie nie oznacza, że trening też jest lżejszy. Zdecydowanie nie, chociaż mniejszy ciężar pozwala mi znacznie lepiej wyczuć pracę mięśni, niż to było dotychczas.

Swoje treningi wykonuję bez zmian, czyli dwa do trzech razy w tygodniu. W ramach jednego dnia treningowego wykonuję ćwiczenia na wszystkie grupy mięśni, począwszy od nóg i pośladków, poprzez klatkę, naramienne i plecy, kończąc na bicepsie i tricepsie. Po 20 minutowej serii cardio, wykonuję trzy ćwiczenia na mięśnie brzucha. Oczywiście całość kończę serią rozciągania. I tak co drugi dzień.

Taki system ćwiczeń mi odpowiada. Czuję się świetnie i w połączeniu z dietą, którą staram się wciąż utrzymać, naprawdę widzę efekty.

A skoro już o diecie mowa …

 

Zdjęcia z moich treningów biegowych, siłowni i diety

Dieta

Dieta, czyli najtrudniejsze zagadnienie. Walczę z nią co dnia. Z różnym skutkiem. Oczywiście nie ma się czym chwalić, ale jedno jest pewne. Dzięki systemowi odżywiania, który opisałam wam poprzednim moim blogowym poście, czuję się znakomicie i biega mi się znacznie lżej.

Udało mi się także utrzymać wagę od mojego ostatniego wyjazdu w góry na stałym poziomie. Co też uważam za duży sukces.

…………………………………………………………………

Jeżeli jesteście ciekawi co jadam, a czego nie.
Przeczytacie o tym w moim blogowym poście.

Link do posta.

…………………………………………………………………

Ale mimo tych wszystkich achów i echów muszę przyznać, że łatwo nie jest. I nawet powiem, że momentami jest ciężko jak jasna cholera. Niektóre produkty wykluczyłam z diety bez problemów i łatwo mi się z tym żyje, ale są też takie, które niestety jest mi trudniej odstawić.

Wciąż zdaję sobie sprawę, że idealnie nie jest, że długa droga przede mną, do czystej miski, ale nie wszystko od razu. Zresztą, już to kiedyś pisałam, iż znacznie łatwiej jest mi biegać po 26 km treningowo każdego dnia, niż utrzymać solidną dietę. No bo w końcu dieta to głównie kwestia naszej głowy i nastawienia.

No to mi ulżyło i lecę biegać.

 

 

PS. Dostaję wiele zapytań dotyczących mojej wyprawy na Stok Kangri. Nie chcę obiecywać, ale postaram się jeszcze w maju opublikować informator praktyczny, bo wiem, że są osoby które na to czekają. Zdaję sobie sprawę, że ten materiał powinien powstać już dawno temu, ale jak na razie wszystkie działania dotyczące mojej strony internetowej i mediów społecznościowych ogarniam sama. A do tego wszystkiego muszę jeszcze pracować, trenować, gotować, jeść, spać i zabawiać siostrzenicę. Dlatego też proszę o odrobinę cierpliwości.


Moje zdjęcia z trenningów

Zaobserwuj Magdalena Boczek:

Mam na imię Magda i jestem pasjonatem gór i biegania. Swoją przygodę z górami i bieganiem rozpoczęłam w 2010 roku. Od tamtego czasu brałam udział w kilkunastu wyjazdach i wyprawach górskich w różne zakątki świata m.in. w Andy, Himalaje, Alpy Szwajcarskie i Julijskie, Dolomity oraz w góry Iranu i Turcji. Samotnie weszłam na najwyższy wulkan Japonii Fuji – San (3776 m n.p.m.) oraz najwyższy szczyt Kaukazu i Rosji Elbrus (5642 m n.p.m.). W 2016 roku udało mi z sukcesem zorganizować samotny wyjazd na szczyt Stok Kangri (6153 m n.p.m.) w Himalajach Ladakhu. Jestem wielokrotnym uczestnikiem zawodów na ultra dystansie. Ukończyłam kilkanaście maratonów i niezliczoną liczbę biegów na krótszych dystansach. Jestem także certyfikowanym trenerem personalnym i dietetykiem.

Latest posts from