Dziennik treningowy odc. 58

with Brak komentarzy

Napis Dziennik treningowy i nogi biegacza

Nie była bym sobą, gdybym na początku 2017 roku nie opisała wam jak chciałabym, żeby w tym roku wyglądał mój trening, a właściwie to już jak wygląda, ponieważ część z postanowień wdrożyłam do swojego trenowania jeszcze w 2016 roku.

Poza tym chciałabym wam zdradzić klika szczegółów dotyczących moich górskich i startowych planów w obecnym roku.

Ale za nim przejdę do moich tegorocznych planów, kilka słów o ostatnich moich podsumowaniach treningowych.

Tak, więc pod względem biegania u mnie cały czas panuje posucha. Biegam głównie weekendowo.

Praktycznie co sobotę biegam 10 km, a w niedzielę 13 km.

Postanowiłam sobie, iż dopóki nie zacznę biegać normalnie, jak człowiek, w tygodniu, to nie ma szans na wydłużanie biegowej niedzieli.

Nie ma też mowy o żadnym treningu szybkościowym, tak więc przez najbliższe tygodnie, oprócz biegania na luzie, 6 min/km, nie przewiduję żadnych mocniejszych akcentów treningowych.

W odróżnieniu od biegania, na siłowni idzie mi znacznie lepiej. Przez ostatnie dwa tygodnie zdążyłam dwukrotnie zwiększyć obciążenie.

Z czego jestem niezmiernie dumna. I mimo, że tak na prawdę trenowałam tylko dwa razy w tygodniu, to zauważyłam pewne zmiany w swoim wyglądzie.

A poza tym faktem, gdyby nie to całe trenowanie z obciążeniem, w szczególności partii nóg, to zapewne nie dawałabym sobie tak dobrze rady na tych swoich biegowych weekendach.

Na samej siłowni wykonywałam trening na wszystkie partie ciała. Głównie te same ćwiczenia co do tej pory, tylko przesunęłam trening brzucha na koniec dnia treningowego.

Najbliższy tydzień pociągnę trening z dość dużym obciążeniem, a ostatni tydzień przed wylotem w góry powrócę do lżejszych treningów na 60 % ciężaru maksymalnego.

Na zakończenie kwestie odżywiania. Od zeszłego roku pozostaję w układzie diety makro składnikowej.

Tak na prawdę to jest dopiero zalążek mojej drogi idealnego odżywiania.

Powoli staram się dopasować swoje posiłki do aktywności w ciągu dnia i faktu, że moje treningi przeplatają się między treningiem wytrzymałościowym, a siłowym.

Nie ukrywam, iż ciężko mi się psychicznie przestawić na taki sposób odżywiania.

Wielokrotnie zdarzało mi się podjadać to, czy tamto, nad czym bardzo ubolewam, ale przynajmniej mam teraz tego świadomość.

O ile wcześniej obżerałam się czym tam popadnie bez opamiętania, tak dzisiaj wiem co jem i gdy wrzucam w siebie jakieś śmieciowe żarcie, to wiem co zjadłam i mam później wyrzuty sumienia.

Poza tym od dłuższego czasu, gdy mnie najdzie ochota na coś słodkiego lub niezdrowego, wybieram zdecydowanie mniejsze opakowania. Takie tam drobne oszustwa.

No dobra czas na tegoroczne plany.

Bieganie

Na początek bieganie.

W tym roku w moje bieganie mam zamiar wdrożyć najmniej zmian.

Podobnie jak rok temu, będę stawiać głównie na trening szybkościowy, czy też interwałowy.

Taki rodzaj trenowania się u mnie sprawdza. Nie obciąża mojego organizmu i przynosi niezłe efekty, także podczas biegów dłuższych niż maratony.

W 2017 roku, o czym pisałam w ostatnim poście, planuję kilka startów na maratońskim dystansie, ale nie nastawiam się na żadne życiówki, no chyba, że gdzieś w okolicy późnej jesieni.

Niestety nie będę w stanie się porządnie przygotować do takiego biegu, ponieważ późną zimą jestem w górach na dłuższym wyjeździe.

Podobnie sytuacja będzie wyglądać w lecie. Stąd kilka dobrych tygodni wypadnie mi bez biegania, a z formą wiadomo jak jest.

A ponieważ w tym roku stawiam głównie na wyprawy w góry, to jednak bieganie siłą rzeczy musi zostać przesunięte na drugi plan.

Pisałam też w ostatnim poście o planowanym starcie na ultra dystansie, czyli 100 km.

W 2017 roku chciałabym wystartować chociaż raz w takich zawodach i pewnie będzie to Sudecka Setka.

Byłam już na tych zawodach w 2016 roku i mi się strasznie podobało. Fajna i kameralna atmosfera. Dobrze przygotowana strefa dla biegaczy oraz niska cena wpisowego, przekonuje mnie do tego startu.

Poza tym sam bieg jest po części nocnym ultramaratonem, a przecież wiadomo, iż im trudniej tym lepiej.

Tak więc, jak widać w 2017 roku stawiam na ilość nie na jakość biegania, chociaż, przy długich dystansach trudno mówić o jakości, skoro człowiek tuż przed metą walczy tak na prawdę tylko o przetrwanie.

Góry

Czas na góry, czyli główny gwóźdź programu 2017 roku.

Nie ukrywam, że ten rok chciałabym żeby pod względem moich wyjazdów w góry był wyjątkowy, co oczywiście może oznaczać jedno, lekko nie będzie.

I tak, już za dwa tygodnie wyruszam na swoją kolejną wyprawę. Przede mną trzytygodniowy wyjazd solo, bez wsparcia agencyjnego. Szczegóły już niebawem.

To właśnie od tego wyjazdu uzależniona jest cała reszta tegorocznych projektów, na które zaplanowałam kolejny dłuższy wyjazd w wakacje i wiosenne bieganie po wyspie.

Nie ukrywam, że chciałabym jeszcze raz wrócić na Teneryfę, bo tak sobie obiecałam w minionym roku, ale trochę kusi mnie wyruszyć tym razem gdzieś indziej.

Zapewne w marcu podejmę decyzję, gdzie się ostatecznie wybiorę.

Oczywiście w 2017 roku nie może zabraknąć Taterek.

Trochę je zaniedbałam w 2016 roku, ale mam nadzieję, że w tym roku im to solidnie wynagrodzę.

Chciałabym ze dwa razy wyjechać w Tatry pobiegać, może nawet przebiec się całą granią za jednym zamachem.

Poza tym w minionym roku Polski Bus uruchomił z Warszawy bezpośrednie połączenia do Krynicy, a to wiadomo co dla mnie oznacza. I śmiem twierdzić, iż aż szkoda nie skorzystać.

Siłownia

W 2017 roku nie zamierzam nić szczególnie zmieniać w dotychczasowym moim trenowaniu.

No może za faktem, że chciałabym trenować rano, chciałabym urozmaicić swoje treningi pod względem ćwiczeń i wprowadzić regularnie treningi interwałowe, co najmniej dwa razy w tygodniu.

W 2016 roku przekonałam się na własnej skórze, że porządny wycisk na siłowni, z użyciem mocnego obciążenia, to nie jest zło dla biegaczy i nie mam zamiaru z takiego podejścia rezygnować.

Poza tym, żadne uprawianie sportów typowo męskich, czyt. biegów długodystansowych, czy też wspinania w górach, nie zwalnia mnie z faktu, iż kobietą jestem i powinnam wyglądać jak kobieta, a nie jak kiś babochłop.

Dieta

No i przyszedł moment na listę życzeń, bowiem to właśnie w kwestii odżywiania chciałabym zmienić najwięcej w swoim życiu.

Zdrowe odżywianie, odpowiednio dobrana dieta, mądra i skuteczna suplementacja, to chyba te najważniejsze plany na 2017 rok.

Nie ma co siebie oszukiwać, tak na prawdę skuteczność naszych działań w sportach wytrzymałościowych, siłowych i czy też sylwetkowych zależy w 70% od naszej diety.

Ja jeszcze mogę dodać, że nasza aktywność górska też od diety zależy, a właściwie to przede wszystkim, chociaż na takich wysokościach i przy tak ubogim dostępie do niektórych składników, jest to niezmiernie trudne.

Postanowiłam sobie, iż podczas swoich wyjazdów w góry w 2017 roku, będę testowała różne formy suplementacji, zarówno w minerałach jak i witaminach, co może dać świetne wyniki dla innych osób wybierających taką aktywność.

Blogowanie

Jakbym mogła zapomnieć.

Trochę ostatnio uaktywniłam się w kwestii blogowania.

Staram się więcej do was pisać i też więcej działać w mediach społecznościowych.

Poza tym w planach nadejdą też blogowe zmiany. Długo nad nimi myślałam i postanowiłam, że na takie zmiany naszedł odpowiedni czas i pora.

Tak więc w najbliższych tygodniach spodziewajcie się trochę zmian.

Tymczasem ja uciekam.


Moje zdjęcia z trenningów

Zaobserwuj Magdalena Boczek:

Mam na imię Magda i jestem pasjonatem gór i biegania. Swoją przygodę z górami i bieganiem rozpoczęłam w 2010 roku. Od tamtego czasu brałam udział w kilkunastu wyjazdach i wyprawach górskich w różne zakątki świata m.in. w Andy, Himalaje, Alpy Szwajcarskie i Julijskie, Dolomity oraz w góry Iranu i Turcji. Samotnie weszłam na najwyższy wulkan Japonii Fuji – San (3776 m n.p.m.) oraz najwyższy szczyt Kaukazu i Rosji Elbrus (5642 m n.p.m.). W 2016 roku udało mi z sukcesem zorganizować samotny wyjazd na szczyt Stok Kangri (6153 m n.p.m.) w Himalajach Ladakhu. Jestem wielokrotnym uczestnikiem zawodów na ultra dystansie. Ukończyłam kilkanaście maratonów i niezliczoną liczbę biegów na krótszych dystansach. Jestem także certyfikowanym trenerem personalnym i dietetykiem.