Dziennik treningowy odc. 57

with Brak komentarzy

Napis Dziennik treningowy i stopy biegacza

Mimo, iż za oknem zima się rozkręciła na dobre, to ja w oczekiwaniu na wiosnę wrzucam w dzisiejszym dzienniku swoje zdjęcie treningowe z lata, w krótkich spodenkach i słonecznych kolorach.

Bardzo tęsknię za latem i mimo, że w górach spotykam się z jeszcze większym mrozem i śniegiem, to jednak kocham upały.

Takie tam o ostatnim trenowaniu

Czyli jak mi się biegało i ćwiczyło na siłowni przez ostatnie dwa tygodnie.

Zacznijmy może od biegania, bo mniej pisania będzie.

A więc w aspekcie biegowym nic się dotychczas nie zmieniło.

Przez ostatnie dwa tygodnie wykonałam 5 treningów. Właściwie słowo trening jest tutaj nad wyraz przesadzone.

To było takie tam zwykłe bieganie. Na luzie i jak noga podawała. W sumie podała przez te kilka biegowych dni nawet nieźle i nawet udało mi się 12 km przebiec.

Niestety brak mi regularności, a z tego na dłuższą metę żadnego fajnego czasu na zawodach nie będzie. Niestety.

Jak na razie w planach mam biegową poprawę i zwiększenie częstotliwości biegania.

Niestety pora roku nie sprzyja mojemu bieganiu, ale już powoli zacieram ręce, iż z nowym rokiem dzień będzie się wydłużać. Tak się trochę oszukuję.

Co do siłowni to sprawa wygląda zdecydowanie lepiej.

Przez ostatnie dwa tygodnie wykonałam 4 treningi. Solidne i na dość dużym poziomie.

Jednym słowem wzięłam się za siebie i w końcu „ustawiłam” sobie odpowiedni ciężar w podziale na poszczególne ćwiczenia.

Dotychczas ćwiczyłam technicznie poprawnie, jednak z obciążeniem które akurat w danym momencie wpadło w moje ręce i zazwyczaj to nie były jakieś mega ciężary.

No a ile tak można? Dlatego też postanowiłam wziąć się za siebie.

Wyliczyłam sobie swój ciężar maksymalny na poszczególne partie mięśni i „ustawiłam” ciężar na minimum 60% tego ciężaru. To jest taki mój punkt wyjściowy i jak na razie niżej nie schodzę.

Bynajmniej mi nie wolno.

Z grubsza mogę napisać, iż nogi na maszynach ćwiczę z ciężarem od 25 kg do 85 kg, ramiona i klatkę po 4 kg na hantelek, plecy do 50 kg, natomiast biceps i triceps nawet po 20 kg.

Oczywiście są to ciężary charakterystyczne dla mojej osoby, tak więc nie ma sensu, abyście się opierali na takim ich doborze.

Oczywiście nie mam zamiaru się na 60% zatrzymywać na stałe i już mam przygotowane „obciążenie” dla 80% ciężaru maksymalnego.

Poza tym za jakiś czas będę musiała znów oszacować swój ciężar maksymalny i tak w kółko.

Co do samego ćwiczenia, bardzo dobrze się czuję na takim mocniejszym treningu, mimo, że momentami łatwo nie jest, ale chyba o to chodzi.

Moja dieta

Jeszcze parę słów o mojej diecie.

Jakiś czas temu zdradziłam wam na łamach bloga, w jaki sposób się ostatnio odżywiam.

Nie ukrywam, iż to było takie minimum z minimum, które miało nakierować moje posiłki na zdrową „ścieżkę” i sprawdzić wpływ takiego, w miarę normalnego jedzenia, na moje efekty w trenowaniu.

Oczywiście już wtedy zdawałam sobie sprawę, że przyjdzie taki czas, że zapragnę czegoś więcej i w końcu przejdę na posiłki bardziej zrównoważone kalorycznie i makro składnikowo.

To była kwestia czasu no i właśnie to się stało.

Dzisiaj mogę powiedzieć, iż od trzech tygodni pilnuję, na ile jestem wstanie, swojego udziału makro składnikowego w posiłkach, które zresztą sama przygotowuje.

Oczywiście jeszcze za wcześnie jest mówić tutaj o jakiś zmianach i wpływie takiego odżywiania na moje ciało, ale jak tylko nadarzy się okazja i minie jakiś czas, to na pewno się podzielę na łamach bloga.

To tyle ze spraw bieżących, a teraz czas na ogłoszenia parafialne, a w nich …

Poradnik podróżnika

Kiedy już po raz enty dostałam pytanie typu: Jak to możliwe, że jeżdżę sama? Jak to wszystko ogarniam sama? Czy się nie boję tak jechać? Postanowiłam w końcu podzielić się z wami tymi wszystkimi odpowiedziami na słowo JAK?

Dlatego też na moim facebookowym koncie pojawiła się cykl postów, zatytułowany Przełam się! Poradnik podróżnika, który dedykuję wszystkim tym którzy chcą jechać, ale się boją.

Którzy maja opory i ciągle się wahają. Którzy nie wiedzą od czego zacząć i potrzebują najnormalniejszego w świecie wsparcia.

Jeżeli to właśnie Ty doskonale wpasowujesz się w powyżej opisany profil osobowościowy, to właśnie dla ciebie skierowany jest ten projekt.

Może nie rozwiążę wszystkich twoich wątpliwości.

Nie dam złotej recepty na każdą bolączkę.

Ale mogę potwierdzić, że są na świecie ludzie, którzy to robią i to się da zrobić.

Nie jest to proste. Wymaga dużej wiedzy i jeszcze większego doświadczenia, ale nie jest to nierealne do zrobienia.

„Po prostu trzeba chcieć, trzeba działać
i powtarzać to bez końca.”

Napis i logo Poradnik podróznika

Tak więc, już dziś zapraszam się w każdą niedzielę rano na moje facebookowe konto, gdzie krok po kroku pokażę ci swój własny sposób na samotne, i nie tylko, podróżowanie. 🙂


Moje zdjęcia z trenningów

Zaobserwuj Magdalena Boczek:

Mam na imię Magda i jestem pasjonatem gór i biegania. Swoją przygodę z górami i bieganiem rozpoczęłam w 2010 roku. Od tamtego czasu brałam udział w kilkunastu wyjazdach i wyprawach górskich w różne zakątki świata m.in. w Andy, Himalaje, Alpy Szwajcarskie i Julijskie, Dolomity oraz w góry Iranu i Turcji. Samotnie weszłam na najwyższy wulkan Japonii Fuji – San (3776 m n.p.m.) oraz najwyższy szczyt Kaukazu i Rosji Elbrus (5642 m n.p.m.). W 2016 roku udało mi z sukcesem zorganizować samotny wyjazd na szczyt Stok Kangri (6153 m n.p.m.) w Himalajach Ladakhu. Jestem wielokrotnym uczestnikiem zawodów na ultra dystansie. Ukończyłam kilkanaście maratonów i niezliczoną liczbę biegów na krótszych dystansach. Jestem także certyfikowanym trenerem personalnym i dietetykiem.