Dziennik treningowy odc. 53

with Brak komentarzy

Napis Dziennik treningowy 53 i nogi biegacza

A miało być tak pięknie.

Miał być maraton. Życiówki. Rekordy. Oklaski. Fanfary. Kwiaty. Szampan. A jest weekend w Warszawie.

Sprzątanie. Pranie i odsypianie.

No dobra nie pojechałam do Torunia na maraton. Dlaczego?

Bo nie mam formy. Bo jestem zmęczona. Bo mój organizm prosi o chwilę oddechu. Bo mi się nie chce. Bo głowa myśli o czymś innym. Bo… Bo.. .Bo …

Dużo tych bo mogę wymieniać, a prawda jest taka, że w zupełności wyczerpałam już limit biegowy na ten rok. I trochę szkoda, bo obiecałam mamie krajankę piernikową i teraz nie kupię.

No może kupię ale dopiero za rok.

Dlaczego tak?

Nie będę ściemniać, ale za dwa tygodnie o tej porze będę w słonecznej Hiszpanii.

Politycznie, bo geograficznie bliżej mi będzie do Afryki, niż Europy.

A więc wracam na Wyspy Kanaryjskie, ale tym razem lecę na Grand Canari’ę.

No i nie ukrywam, że ten brak maratonu toruńskiego w moim życiu jest mi trochę na rękę.

Co do samego wyjazdu nie mam jeszcze dokładnie sprecyzowanego planu działania.

Myślę o jakimś wulkanie. Zapewne pojadę na południe na te nieziemskie złote od piasku plaże i pewnie gdzieś w stronę centralną wyspy, aby zobaczyć Roque Nublo.

Będzie trochę biegowo, trochę plażowo.

Po ostatniej mojej wyprawie na Teneryfę trochę nowych kierunków pojawiło się na mojej liście wyprawowej.

W sumie to druga lista powstała, więc całość zapowiada się bardzo ciekawie, a dla mnie to będzie ciekawa odmiana.

No tak, ale co z trenowaniem

Trudno mówić ostatnimi czasy o trenowaniu.

Z bieganiem nie idzie może najlepiej. Mam lekki zastój. Może potrzebuję porządnego odpoczynku.

Myślę też, że okres późno – jesienny zdecydowanie mi biegowo nie służy.

Więc jak na razie sobie tak biegam, głównie dziesiątki, jakieś tam szybsze tempo od czasu do czasu, ale nie przesadzajmy. Najbliższy start planuję dopiero na wiosnę, więc jeszcze zdążę się rozpędzić.

Zdecydowanie lepiej idzie mi na siłowni.

W końcu się zebrałam w sobie i poszłam. Za mną już pierwszy poważny trening.

Wszystko mnie boli. Wstaję z łóżka z trudem, no ale kto powiedział, że będzie lekko.

Najważniejsze, że najgorsze już za mną. Jeszcze tylko trzeba będzie jakoś wrócić do wspinania.

Mój nowy projekt „Poradnik podróżniczy”

Postanowiłam wyjść na przeciw wszelkim oczekiwaniom i podzielić się swoją dotychczasową wiedzą na temat organizacji wypraw, czy też innych podróżniczych wyjazdów.

No cóż nieskromnie powiem, iż moje doświadczenie w tym obszarze jest dość duże, a Wy często pytacie mnie jak to możliwe, że sama wszystko organizuję? I odpowiadam tak, jest to możliwe, a dokładną ściągawkę, jak ja to robię, prezentuję w cotygodniowym, niedzielnym poście na moim koncie na facebooku.

Link znajdziecie tutaj, lub na samym dole posta.

Zdaję sobie sprawę, że nie na wszystkie pytania przewidziałam w moim projekcie odpowiedzi, nie wszystkie problemy dość dostatecznie wam rozwiązałam, więc jeśli już dziś nasuwają wam się jakieś pytania, to pytajcie śmiało. Ja i moja dotychczasowa wiedza jesteśmy do waszej dyspozycji.

Oczywiście można pytać pod każdym niedzielnym postem na moim fanpage, tutaj, lub pod blogowym postem, albo jak ktoś woli to na maila: kontakt@magdalenaboczek.com.

Może to zabrzmi dość trywialnie, ale kiedy ja zaczynałam swoją przygodę z górami i samotnymi wyjazdami, to nie miałam pomocy z żadnej strony, bo nikt z mojego otoczenia nie jeździł w góry sam na taką skalę.

Praktycznie w ogóle nie jeździł sam nigdzie. To był taki okres, zresztą w pewnym sensie nadal taki jest, kiedy popełniłam masę błędów, ale wiele się nauczyłam.

Mam swoje sposoby, metody, patenty i rozwiązania. Tak więc kochani korzystajcie z okazji póki możecie i pytajcie, a ja z chęcią Wam pomogę.

To na ten moment tyle.

Dzisiaj krótki post, bo i niewiele o tej porze roku można napisać.

Ja powoli przechodzę w sen zimowy i pewnie dopiero obudzę się na wiosnę.

 


Moje zdjęcia z trenningów

Zaobserwuj Magdalena Boczek:

Mam na imię Magda i jestem pasjonatem gór i biegania. Swoją przygodę z górami i bieganiem rozpoczęłam w 2010 roku. Od tamtego czasu brałam udział w kilkunastu wyjazdach i wyprawach górskich w różne zakątki świata m.in. w Andy, Himalaje, Alpy Szwajcarskie i Julijskie, Dolomity oraz w góry Iranu i Turcji. Samotnie weszłam na najwyższy wulkan Japonii Fuji – San (3776 m n.p.m.) oraz najwyższy szczyt Kaukazu i Rosji Elbrus (5642 m n.p.m.). W 2016 roku udało mi z sukcesem zorganizować samotny wyjazd na szczyt Stok Kangri (6153 m n.p.m.) w Himalajach Ladakhu. Jestem wielokrotnym uczestnikiem zawodów na ultra dystansie. Ukończyłam kilkanaście maratonów i niezliczoną liczbę biegów na krótszych dystansach. Jestem także certyfikowanym trenerem personalnym i dietetykiem.

Latest posts from