Dziennik treningowy odc. 49

with Brak komentarzy

Napis dziennik treninigowy 49 i nogi biegacza

Właśnie miałam przygotowanego posta do publikacji. Długi, piękny, taki wypieszczony. Nic tylko klikać i publikować. Brakowało jedynie etykiet i tyle. I co?

I przez tego durnowatego blogspota sobie go skasowałam.

Zaraz chyba trafi mnie szlak, żeby nie powiedzieć, że coś innego, co akurat mi się na język ciśnie.

Jednym słowem nie cierpię tej platformy blogowej od jakiegoś czasu.

Myślę też o przeprowadzce gdzie indzie, a najlepiej na swoje. Chyba jak najszybciej, bo inaczej to zwariuję.

Tyle ze wstępu. Czas na jakieś podsumowanie.

Nie pisałam na blogu od ho ho ho i jeszcze trochę. Nawet już dokładnie nie pamiętam kiedy. Ale wydaje mi się, że od mojego wyjazdu do Iranu.

A więc, jak mi upływa życie od powrotu z ostatniej wyprawy na Damavand?

Zdecydowanie za szybko. Myślałam, że jak wrócę z Iranu to przez te cztery tygodnie na spokojnie sobie wypocznę. Ogarnę się i powoli zajmę kolejnym wyjazdem.

A tu o proszę zleciało. Nie wiadomo nawet kiedy.

Tak więc oprócz biegania za wiele treningowo nie udało mi się zrobić przez ostatni miesiąc.

Zero siłowni. Zero jakichkolwiek ćwiczeń wzmacniających.

Z bieganiem też za dobrze nie jest, no bo przecież jak popracować nad formą, kiedy po powrocie z gór najpierw się tydzień dochodzi do siebie.

Co prawda tydzień później człowiek się jakoś rozbiega, ale dopiero w ostatnim tygodniu łapie biegowy wiatr w żagle, a wtedy już czas na kolejny wyjazd.

No ale to już taki urok łączenia wyjazdów w góry z trenowaniem biegania.

No i co najgorsze to wciąż w trakcie biegania doskwierają mi dolegliwości skurczu w prawej stopie.

A ostatnio to także objawy rwy kulszowej w lewej nodze. Normalnie masakra.

Nigdy bym się nie spodziewała, że brak jakichkolwiek ćwiczeń wzmacniających, które wykonywałam dotychczas, może mieć taki skutek dla mojej motoryki.

Będzie przynajmniej motywacja żeby jak najszybciej na siłownię wrócić.

Back to school

Tak ostatnio wróciłam do szkoły. W przenośni oczywiście.

A mianowicie w ostatni weekend wzięłam udział w szkoleniu z dietetyki.

Szkolenie miało miejsce we Wrocławiu w AMS’ie i prowadziła je dietetyk Ola Lewandowska.

Pomysł na udział w takim szkoleniu pojawiła się w mojej głowie tuż po ukończeniu kursu na trenera personalnego.

Przyznaję, iż dotychczas moja działalność sportowa nie była ściśle powiązana z żadną dietą. A dieta praktycznie kojarzyła mi się jedynie z odchudzaniem.

Kurs trenerski pozwolił się otworzyć mojej głowie na nowe. Na nowe spostrzeżenia o trenowaniu, no i odżywianiu także podczas wypraw.

Chociaż to drugie jest w praktyce trudniejsze do zrealizowania.

Czemu akurat we Wrocławiu?

A mianowicie jest kilka powodów.

Pierwszy to termin. Bardzo zależało mi aby takie szkolenie ukończyć jeszcze w okresie wakacyjnym.

A poza tym mam tyle wyprawowo – biegowych projektów poplanowanych do jesieni, że trudno było mi znaleźć inny wolny termin na to szkolenie w kalendarzu.

Po drugie bardzo chciałam, aby takie szkolenie poprowadziła osoba, która ma wykształcenie sensu stricte dietetyczne i ma wiedzę praktyczną w tym zakresie.

A po trzecie i ostatnie, to zimą chciałabym ukończyć kurs Dietetyki na poziomie drugim, który jest już bardziej zaawansowany i dotyczy już tylko zagadnień odżywiania w sporcie.

Moje wrażenia z tego szkolenia są mega pozytywne.

W końcu uporządkowałam i uzupełniłam swoją wiedzę na temat dietetyki i co pomoże mi pójść do przodu w tej dziedzinie. Nie ukrywam, że kwestie treningów są ważne, ale dieta stanowi 60% sukcesu w bieganiu i nie możemy o tym zapomnieć.

Ja już mam ułożony plan dietetyczny dostosowany do swojej aktywności fizycznej i powoli będę go testować w praktyce.

Oczywiście będę na bieżąco dzieliła się z Wami swoimi spostrzeżeniami.

Nadchodzące plany wyprawowe

Czas najwyższy na temat najważniejszy.

Moja kolejna wyprawa w góry. Gdzie, co i jak?

Na te i inne pytania dotyczące mojego kierunku działalności górskiej odpowiem w kolejnym poście. Wiem chcecie wiedzieć już i teraz, znam to uczucie, no ale ten post i tak już mi długaśny wyszedł, więc po co przedłużać.

Spokojnie. Obiecuję, że post będzie. Zawsze piszę posty przedwyprawowe i nie ma podstaw do obaw, że teraz będzie inaczej.

Może tylko zdradzę, że wyprawa będzie dłuższa i mam nadzieję że bogata w zapierający dech w piersiach materiał zdjęciowy.

Ku waszej uciesze.

Tak sobie myślę, że …

Chyba czas na zmiany. Zmiany biegowe. A w szczególności chodzi mi o zawody na dystansie ultra.

Myślę, żeby od nich odejść i zająć się na poważnie wyprawami biegowymi.

Wiem dziwnie brzmi, ale coraz częściej marzą mi się takie projekty i czuję, że jestem gotowa na takie wyzwanie.

Bynajmniej tak czuję, a że w praktyce po dupie dostanę to przynajmniej jakaś lekcja pokory będzie na przyszłość.

Dotychczas w życiu kierowałam się intuicją i uczuciem, że właśnie to jest to co daje mi mega powera.

Dzięki takim decyzją jeżdżę w góry sama, czego wcale nie żałuję. Podobne emocje towarzyszą mi rozmyślając o samotnym bieganiu w górach. I takiej aktywności chciałabym poświęcić więcej czasu.

Oczywiście zawodów całkowicie nie zawieszam.

Nadal będę realizować swój projekt 100 maratonów i będę brać udział w biegach ultra, ale to drugie to już chyba na emeryturze.

Takie mam jak na razie przemyślenia i bardzo chciałabym się z nimi z wami podzieli.

A co wyjdzie w praktyce to zobaczymy. Może już pierwszą taką wyprawę zorganizuję jeszcze w tym roku.

Tyle na dzisiaj i koniecznie wypatrujcie kolejnego posta wyprawowego.

 


Moje zdjęcia z trenningów

Zaobserwuj Magdalena Boczek:

Mam na imię Magda i jestem pasjonatem gór i biegania. Swoją przygodę z górami i bieganiem rozpoczęłam w 2010 roku. Od tamtego czasu brałam udział w kilkunastu wyjazdach i wyprawach górskich w różne zakątki świata m.in. w Andy, Himalaje, Alpy Szwajcarskie i Julijskie, Dolomity oraz w góry Iranu i Turcji. Samotnie weszłam na najwyższy wulkan Japonii Fuji – San (3776 m n.p.m.) oraz najwyższy szczyt Kaukazu i Rosji Elbrus (5642 m n.p.m.). W 2016 roku udało mi z sukcesem zorganizować samotny wyjazd na szczyt Stok Kangri (6153 m n.p.m.) w Himalajach Ladakhu. Jestem wielokrotnym uczestnikiem zawodów na ultra dystansie. Ukończyłam kilkanaście maratonów i niezliczoną liczbę biegów na krótszych dystansach. Jestem także certyfikowanym trenerem personalnym i dietetykiem.