Aconcagua – górskie ciekawostki

with Brak komentarzy

Każdy mój dotychczasowy wyjazd w góry, wiązał się z zupełnie różnymi realiami, już tam na miejscu.

I nie bez znaczenia jest powiedzenie, że co kraj to obyczaj. Mało tego śmiem twierdzić, że powiedzonko to doskonale pasuje także do gór.

Zapewne dla wielu z was wyprawa w góry, w szczególności w te wyższe, kojarzy się z dźwiganiem ciężkiego plecaka, samotnym biwakowaniem i samodzielną wspinaczką.

Oczywiście czasy tego typu wypraw, rodem z książek Wandy Rutkiewicz i Jerzego Kukuczki już dawno minęły. I dzisiaj na próżno szukać takiej ciszy i samotności w górach.

No może nie wszędzie, ale w dzisiejszych górach w obozach głównych i nie tylko panuje doskonała organizacja oraz dobrze prosperująca logistyka.

Są tego plusy, jak i minusy. Jednym z nich jest koszt takiego wyjazdu. Ponieważ za te wszystkie wyprawowe udogodnienia trzeba słono płacić.

Kolejnym minusem jest komercjalizacja i brak prawdziwego „smaku” tego typu wyjazdów.

Na pewno plusem jest dostępność i poprawa bezpieczeństwa w górach.

Ale komercjalizacja to także pojawienie się w górach osób, które nie powinny się tam po prostu znaleźć.

Do tego wszystkiego dochodzi „psucie” znaczenia wyjazdów w góry wysokie, no bo przecież każdy może sobie tak pojechać, bez doświadczenia i przygotowania.

Niestety, z bólem serca, spoglądam co wyjazd na osoby z różnych części świata, które jak pacynki pchane są na „linie” ku górze. Które nie mają bladego pojęcia o górach.

Wykupują wycieczkę w góry i pośrednio wymuszają presję wejścia.

Niestety czasem płacą za swoją głupotę najwyższą cenę, jakim jest właśnie życie, ale jednocześnie psując reputację „sportu”, jakim jest wspinanie.

No to się trochę pożaliłam, ale dzisiaj nie o tym będzie post.

Dzisiaj będzie trochę o tym jak tak naprawdę w tych górach jest. Jak wygląda wspinanie na najwyższy szczyt Ameryku Południowej.

Dlaczego szczyt Aconcagua?

Ponieważ jest najbardziej skomercjalizowanym szczytem na świecie z jakim przyszło mi się zmierzyć. Logistyka, wieczny tłok i inne udogodnienia, ale także zakazy, słynne woreczki na śmieci oraz opieka medyczna w bazie.

Szczyt Aconcagua to doskonały przykład, że można zorganizować wyprawę w górach na warunkach „all incusive” i pojechać na drugi koniec świata jedynie z małym plecaczkiem.

Ale czy to jeszcze jest magia gór?

Na co te plastikowe worki?

To zapewne jedyny taki przypadek w górach, kiedy przekraczając granicę parku narodowego dostajemy od strażnika parku reklamówkę.

Plastikowy biały worek służy do zbierania śmieci i jest oddawany w obozie głównym po jego opuszczeniu.

Ale to nie wszystko, bo w momencie dotarcia do obozu głównego, w Plaza de Mulas lub Plaza de Argentina, dostajemy kolejny worek. Tym razem w kolorze pomarańczowym.

Woreczek służy nam w obozach wyższych za toaletę. Bynajmniej teoretycznie, no bo przecież wszystko zdarzyć się może i na przykład woreczek z potencjalną zawartością może być zdmuchnięty przez silny wiatr gdzieś w siną dal.

Co by się jednak nie przytrafiło, to należy dość skrupulatnie otrzymanych woreczków pilnować.

Każdy z nich jest numerowany zgodnie z naszym permitem. A za ich zgubienie lub nie korzystanie zgodnie z przeznaczeniem grożą nam dość surowe kary.

Dlaczego wydawane są worki tylko na szczycie Aconcagua?

Tak naprawdę to nikt nie wie.

Mówi się, że ze względu na liczbę przebywających osób na tej górze rok rocznie, oraz niestety związane z tym zaśmiecanie góry wszelkimi nieczystościami, uzasadnianym było wprowadzenie właśnie takich rozwiązań.

Poza tym, na szczycie nie ma zbyt dużych lodowców. Właściwie jest tylko jeden, więc góra nie ma możliwości „samooczyszczania się”.

Niestety w takim przypadku wszystkie odchody leżą sobie na powierzchni do czasu rozłożenia. A przy takich setkach ludzi … i chyba nie trzeba więcej wyjaśniać.

Nie ukrywam, iż kwestia korzystania z rozwiązania worka foliowego jako toalety, nie jest za komfortowe, ale cóż jeśli chodzi o ochronę środowiska to chyba warto.

A jak sobie radzić z załatwianiem do niewielkiego worka otrzymanego od strażników parku?

Ja dotychczas korzystałam z osobnych zwykłych worków foliowych na śmieci. Są większe, więc załatwienie potrzeb fizjologicznych jest mniej kłopotliwe, kiedy pogoda jest kiepska lub mocno wieje.

Aconcagua - Plaza de Mulas

Pod dobrą opieką medyczną

Kolejna ciekawostką związaną z wyjazdem na szczyt Aconcagua jest opieka medyczna, która normalnie funkcjonuje w base campie.

Na czym ona polega i po co właściwie tam jest?

Ze względu na fakt, iż na ten szczyt przyjeżdżają różni ludzie, wierzcie mi naprawdę różni, a co za tym idzie o różnym doświadczeniu górskim, opieka medyczna ma zapobiegać skutkom braku klimatyzacji wśród osób chcących wejść na szczyt Aconcagua.

Dlatego też tym wizyta u lekarza jest obowiązkowa, a jej wyniki są dokładnie udokumentowane w permicie.

To tak naprawdę lekarz badając naszą saturację, daje zielone światło na wyjście do wyższych obozów.

Oczywiście nie zabroni nam wyjść do góry, jednak od takiego momentu robimy to na własną odpowiedzialność. I gdyby nam się coś przydarzyło, to jesteśmy finansowo obciążeni za całą ewentualną akcję ratunkową.

Do lekarza najlepiej wybrać się pod koniec kolejnego dnia po przybyciu do bazy głównej. Kiedy już odpoczniemy, pojemy i wyśpimy się.

Ponieważ base camp położony jest na wysokości 4300 m n.p.m., dlatego nasz organizm potrzebuje więcej czasu, aby się zaaklimatyzować.

Samo badanie to standardowy przegląd ogólnego stanu zdrowia. Mierzenie tętna, czy też poziomu saturacji. Osłuchanie płuc i badanie pod względem ewentualnych informacji o infekcjach wirusowych. Lekarz pyta się o nasze samopoczucie oraz objawy odczuwania wpływu wysokości i daje zalecenia.

Jeżeli zaleci zostanie w basie jeden dzień dłużej, to wizytę powtarzamy kolejnego dnia.

Oczywiście w każdym momencie pobytu w bazie można korzystać z wizyty u lekarza, a on ma obowiązek udzielić nam pomocy medycznej w nagłych przypadkach.

Obozowe życie, czyli prawie jak u mamy

Zapewne wiele osób to zdziwi, ale baza Plaza de Mulas przypomina małe miasteczko. Gdzie funkcjonują namioty agencyjne niczym hotele, są dwie restauracje, prysznic a nawet galeria sztuki.

Każda agencja w określonym miejscu w bazie rozstawia swoje namioty, gdzie śpią jej klienci, jedzą, jest też messa, coś a la świetlica oraz liczne pomieszczenia gospodarcze typu kuchnia lub magazyn. Na terenie agencji udostępniona jest woda bieżąca poprowadzona szlaufem lub zalegająca w beczkach.

Niektóre agencje rozstawiają umywalki lub metalowe zlewy, gdzie wygodnie można umyć naczynia. Oczywiście w zimnej wodzie. Nie przesadzajmy.
Agencje dysponują też swoimi toaletami w postaci metalowych wychodków. Każda taka konstrukcja posiada sedes, środki czystości, nawet papier toaletowy. Poza tym jest zamykana na klucz, aby tylko klienci danej agencji mogli z niej korzystać.

Wszystko oczywiści czyste i zadbane.

Wspomniałam, że na terenie obozu funkcjonuję dwie restauracje. I to prawda. Jednak nie ma się czego wielkiego spodziewać po tego typu miejscach na takich wysokościach.

Owszem menu nawet jest bogate. Jakieś hamburgery, pizza czy też frytki. Dostępny jest też alkohol i różne napoje gazowane, a wśród nich coca cola. Napój Bogów, której smak jest coraz smaczniejszy wraz z wysokością.

Jednym słowem sam wyjazd na szczyt Aconcagua możemy zorganizować samodzielnie, przy niewielkim udziale agencji lokalnych, ale także możemy skorzystać ze 100% usług agencji, która zapewni nam miejsca noclegowe w bazie oraz gotowe rozłożone namioty w obozach wyższych. Jedzenie wraz z wrzątkiem, których nie musimy przygotowywać. Opiekę przewodnika, więc odpada nam stres związany z wyborem drogi podejścia oraz sprawdzaniem prognoz pogody. Nie musimy też nic dźwigać bo wszystko muły przytaszczą, a porters to wszystko wyżej zaniesie na własnych plecach. Ba nie musimy kupować żadnej żywności, bo agencja wszystko za nas zabierze. Nie musimy zabierać ze sobą żadnego sprzętu oraz ubrań, bo agencja nam je wszystkie wypożyczy.

Więc w takim razie jakie zadanie ma taki turysta. Tylko iść. Chociaż nie raz przebywając w base campie widziałam jak ludzie znoszeni są do bazy lub schodząc na czworakach motywowani są do dalszego zejścia.

Tylko co to jest za wspinanie?

 

podpis


Szczyt Aconcagua

Zaobserwuj Magdalena Boczek:

Mam na imię Magda i jestem pasjonatem gór i biegania. Swoją przygodę z górami i bieganiem rozpoczęłam w 2010 roku. Od tamtego czasu brałam udział w kilkunastu wyjazdach i wyprawach górskich w różne zakątki świata m.in. w Andy, Himalaje, Alpy Szwajcarskie i Julijskie, Dolomity oraz w góry Iranu i Turcji. Samotnie weszłam na najwyższy wulkan Japonii Fuji – San (3776 m n.p.m.) oraz najwyższy szczyt Kaukazu i Rosji Elbrus (5642 m n.p.m.). W 2016 roku udało mi z sukcesem zorganizować samotny wyjazd na szczyt Stok Kangri (6153 m n.p.m.) w Himalajach Ladakhu. Jestem wielokrotnym uczestnikiem zawodów na ultra dystansie. Ukończyłam kilkanaście maratonów i niezliczoną liczbę biegów na krótszych dystansach. Jestem także certyfikowanym trenerem personalnym i dietetykiem.

Latest posts from